Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysunek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

20 lat minęło...


Tak tak... W sumie nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy ile to już czasu, ani specjalnie mnie to nie interesowało, jednak każdego kiedyś dopada taki moment podliczeń i na szczęście nie zawsze jest to w nocy gdzie człowiek budzi się z krzykiem.
Dokładnie pamiętam kiedy po raz pierwszy moja komiksowa praca ujrzała świat, a właściwie na odwrót, świat zobaczył ją. Faktem, że brzydkie kaczątko przypominała i to takie rozjechane przez TIR-a, ale fakt stał się faktem. Od tamtego właśnie czasu mogę chyba liczyć moją "karierę" twórcy komiksowego, mimo iż wtedy, na IV Ogólnopolskim Konwencie Twórców Komiksu w Łodzi dopiero byłem na poziomie zero w kwestii technicznej tworzenia komiksów. W trzy dni stworzyłem trzystronnicowy komiks science-fiction i było tam wszystko co historia mieć powinna: zawiązanie przygody, rozwinięcie i szczęśliwe zakończenie, a także wszystko co potrzeba epickiej opowieści: duże kłopoty, lasery i nagie kobiety.Cała opowieść zamknęła się w ok. 80 kadrach i została wykonana w technice przyjaznej czytelnikowi, czyli w ołówku. Tak, wiem, 80 kadrów w ołówku na 3 stronach. Całości nie ominęło również kilka błędów, choćby ortograficznych, ale, hej, to był mój debiut!:)
Gwiezdny Wędrowiec  AD 1993
Od tego czasu rozwinąłem swoje umiejętności, na co patrzę z nieskrywanym zadowoleniem, a co najważniejsze, nadal je rozwijam i wiem niestety jak daleka jeszcze droga przede mną. Moje portfolio wzbogaciło się o kilka publikacji, chociaż nadal nie ma wśród nich tej najważniejszej, pełnego albumu. Dlatego też to dwudziestolecie pracy komiksowej jest w pewnym sensie ważnym momentem dla mnie.
Przede wszystkim rozpocząłem prace nad pełnowymiarowym albumem, wraz z Robertem Sienickim. scenariusz jest aktualnie rozrysowywany na storyboardy, postacie i lokacje są projektowane, a pierwsza strona jest już praktycznie gotowa. Najważniejszy, pierwszy krok został wykonany:)  Jak szybko pójdą następne, to się okaże, ale liczę na Wasze wsparcie:)
Kadr z albumu "Krótkie nogi kłamstwa"

Drugim elementem tego małego świętowania jest wernisaż, do którego namówił mnie Filip Bąk, w ramach i spotkań komiksowych jak i poznańskiego ramienia PSK.
Jeśli się uda, wernisaż odbędzie się w ten piętek, 15 marca w w poznańskiej pracowni artystycznej "Furiosa", przy ulicy 28 czerwca 130, godzina raczej popołudniowa ( szczegóły później). Oczywiście wszystkich bardzo serdecznie zapraszam!:) Będą słone paluszki. Nie będzie Gwiezdnego Wędrowca :D
drugie życie plakatu

Edit: Jest też opcja wernisażu w przyszłą środę, więc Stay Tuned :)

niedziela, 18 marca 2012

Moebius

Kilka dni temu nasz padół łez opuścił człowiek, który jak niewielu innych zaznaczył i napiętnował sobą świat komiksu. Kiedy na początku lat 90-tych zaczynałem poznawać komiksy obcojęzyczne, nazwisko Jeana Girauda, Moebiusa było na samym szczycie listy autorów których prace muszę poznać. Nie marzyłem jeszcze wtedy, że uda mi się kupić więcej niż jeden cudem dostany na festiwalu w Łodzi album, ani że setki Moebiusowych stron zostanie wydanych po polsku, ani tym bardziej, że kiedykolwiek uda mi się spotkać tego niezwykłego człowieka! Jego kreska mimo, iż z perspektywy czasu wydaje się momentami bardzo archaiczna, zawsze miała w sobie wielką moc i różnorodność. Zaczynając od oszczędnej, prawie przypominającej Herge`a na niezwykle bogatej i przesyconej liniami kresce kończąc, z dodatkowym akompaniamentem niezwykle ciekawej kompozycji stron, kadrów, Gir stanowił dla mnie niedościgniony wzorzec jako rysownika. Dlatego też wiadomość o jego śmierci była dla mnie z jednej strony wielka przykrością, a z drugiej wymusiła bardzo głęboko we mnie poczucie konieczności uhonorowania go w jakiś sposób. Wewnętrzna potrzeba narysowania czegoś moebiusowskiego okazała się bardzo silnym imperatywem i na szczęście zbiegła się w czasie z zakończeniem przeze mnie innych terminowych projektów, co pozwoliło mi na pełne skupienie się na rysunku dla Moebiusa. W ramach moich skromnych możliwości i umiejętności powstał poniższy trubute dla Jeana Moebiusa Girauda (1938-2012). RIP.

piątek, 13 stycznia 2012

Aukcja dla WOŚP!

No dobra, poszło, zapraszam na wyjątkową licytację dla WOŚP! W ramach pomocy niesionej dzieciaczkom, zdecydowałem się na wystawienie oryginalnego rysunku na sprzedaż. Bardzo nie lubię się rozstawać z oryginalnymi rysunkami, więc to pewnie jedna z niewielu takich okazji, ale cel jest szczytny:)
Pod adresem:
http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=614709

znajdziecie poniższy przedmiot:

Rysunek przedstawia Ajtwara- postać z ŁAUMY  Karola Kalinowskiego, znanego jako KRL . Postać została narysowana specjalnie dla Karola na 10 rocznicę jego twórczości komiksowej i opublikowana na jego stronie tutaj
Rysunek jest wykonany tuszem na niebieskim ołówku, dlatego szkic nie został wymazany.
 W lewym górnym rogu ( niewidoczny pod passe-partout) orientacyjny szkic postaci.
 Ponieważ rysunek był kolorowany komputerowo, a właściwie komputerowo były nakładane szarości, dla pełnego obrazu na tusz jest nałożona folia z wydrukiem tych szarości, tak jak pokazane na zdjęciu.

Rysunek na kartce A4 ( nadmiar kartki podwinięty pod rysunek), rozmiar w antyramie 30x24 cm.
To naprawdę wyjątkowy rysunek i wyjątkowa okazja, żeby go dostać:)

poniedziałek, 3 października 2011

Bardzo osobista relacja z 22 MFK( iG)

Festiwal
 Łódź, Łódź i po Łodzi jak powiada stare niemieckie przysłowie. Przyznam, że zawsze odwiedzam ten festiwal z wielkim sentymentem i bez większych nadziei na nagrodę i nigdy się nie zawodzę. Za każdym razem jest to dla mnie miłe przeżycie społeczne i za każdym razem ma wpływ na mnie jako komiksiarza. Faktem jest, że czasem dodaje mi skrzydeł i mobilizuje do wytężonej pracy, a czasem daje potężnego kopa w dół, kiedy widzę ile mi brakuje do innych, jakie potrafią rzeczy na kartce wyprawiać osiągając poziomy, dla mnie tak odległe jak prywatna awionetka. Tego roczny wyjazd znalazł się nieco pomiędzy tymi dwoma stanami.

Konkurs

Dwa wspomniane wcześniej komiksy, mimo całkiem przyjemnego prezentowania się na wystawie konkursowej nie znalazły się nawet w katalogu. Trudno wypowiedzieć mi się na temat konkurencji, bo nie miałem kiedy przeczytać prac nadesłanych, ale było ich nadzwyczaj dużo i wizualnie miały naprawdę wysoki poziom, co bardzo mnie cieszy pod kątem pojawiania się świeżej i dobrej krwi w środowisku. Problemem było niestety ich rozmieszczenie w Galerii. Pomijając fakt wielokrotnie już wspomniany i wyjaśniany dotyczący zaskoczenia organizatorów i nieprzygotowania się na taką ilość prac, sposób rozmieszczenia tychże prac na tym wołał o pomstę do nieba nieuporządkowaniem i pewną dowolnością rozmieszczania poszczególnych plansz komiksów.Bardzo miłą choć niezaskakującą informacją okazała się nominacja i wygrana albumu Scientia Occulta moich dwóch kolegów Roberta Sienickiego i Łukasza Okólskiego, którzy zebrawszy laury za najlepszy polski album komiksowy dołączyli do grona tych-którzy-wyszli-spoza-shortów.
Doszedłem więc do wniosku, który dojrzewał we mnie dość długo, powoli przebijając się w podświadomości i przedzierając przez zasieki niewiary we własne umiejętności, a który został ostatnio mocno wsparty na rozmowach i opiniach kolegów starszych i mądrzejszych komiksowo ode mnie. Biorąc pod uwagę jak niewiele czasu mam,  postanowiłem przestać się rozdrabniać szortami, paskami i generalnie skierować swe kroki tam gdzie Robert i Łukasz, czyli w stronę długich historii. Ot takie noworoczne przyrzeczenie, że na przyszłym MFK zaznaczę swoją obecność, nie praca konkursowa a albumem komiksowym. Mam nadzieję dotrzymać tego przyrzeczenia.


 Ludzie
Na tegorocznym Festiwalu poznałem wiele nowych postaci, znanych i nieznanych wcześniej z internetu, spotkałem mnóstwo znajomych osób, a wszystko to złożyło się na bardzo, bardzo przyjemne społeczne doświadczenie. Od wielu lat ewoluuję jako uczestnik festiwalu i cieszy mnie to bardzo. 18 lat temu pojawiałem się jako fanboy, biegałem od autora do autora, śliniąc się na każdą znaną postać i marząc o malutkim chociaż rysunku, płacząc nad każdym wyborem, który komiks kupić- tak duże były braki na naszym rynku u tak małe możliwości ich uzupełnienia. Była to także jedyna okazja w roku, żeby zmusić się do zrobienia jakiegoś komiksu. Teraz wysyłając prace konkursowe, robię to bardziej z rozpędu niż z potrzeby zaznaczenia swojej obecności, komiksy kupuję, ale bez wielkiego ciśnienia mając tysiąc i jeden innych, nawet korzystniejszych okazji do wzbogacenia kolekcji czy uzupełnienia serii. Nie pędzę też do każdego gościa z prośbą o autograf, bo ani mi na tym tak bardzo już nie zależy ani w większości przypadków nie muszę spędzać godzin w kolejkach, bo i tak każdego z nich poznam w relacjach " jak twórca z twórcą" i jeżeli będą mieli ochotę to mi się na czymś podpiszą, a ja potraktuję to raczej jako pamiątkę ciekawej nowej znajomości aniżeli łup fanboya. Wszystko ewoluuje w stronę spotkania ludzi, wymiany doświadczeń i dowiedzenia się czegoś o pracy innych twórców i pokazuje mi jaka drogę przebyłem w świecie komiksu. Widzę wtedy, że jakaś jednak przebyłem- to akurat kop w górę:)
 W tym roku było kilku gości specjalnych, z którymi miałem okazję obcować, pomijając oczywiście Grzegorza Rosińskiego, który jest zawsze. I dobrze. Żeby mu się chciało jeszcze przez wiele lat, mając na względzie wiek którego aktualnie dożywa. Niewątpliwie najbardziej wzbudzającymi pozytywne emocje gośćmi byli twórcy znakomitej serii "100 Naboi", czyli Eduardo Risso i Brian Azzarello. Obaj bardzo sympatyczni i skorzy do rozmowy ludzie przyciągnęli masy żądne autografu i rysunku w każdej możliwej publikacji jaką udało się znaleźć. Jest to jedna z kilku przyczyn, dla których mógłbym bez większych wyrzutów sumienia krzywdzić innych ludzi. Szlag mnie trafia jak widzę ciągle te same twarze stojące zawsze na samym początku kolejki do każdego gościa z taką ilością komiksów do podpisu, że mogli by obdzielić nimi średniej wielkości miasteczko. Na przykład Chicago. Co jeszcze bardziej wkurzające, to to że takiemu gościowi siedzącemu przez 2-3 godziny i rysującemu w tych albumach w pewnym momencie zaczyna brakować czasu i sił, a kolejka wciąż długa i co wtedy robi? Przestaje rysować, a organizatorzy oświadczają że od tej chwili będą tylko podpisy. W tym momencie Zbieracz zataczając się pod ciężarem zdobytych po raz kolejny masy rysunków triumfalnie idzie do następnej kolejki która zacznie za nim tworzyć się za jakieś 3 godziny, a pozostali kolejkowicze, którym udało się dostać do kolejki pomiędzy prelekcjami i spotkaniami, jak zwykle odejdą w najlepszym przypadku tylko z autografem a w najgorszym przypadku z niczym. Tak się działo tez tym razem w przypadku Risso, który cierpliwie i bardzo niestety powoli wrysowywał się pierwszym 10-12 osobom a potem musiał dać za wygraną z czasem i organizatorami. Co ciekawe na drugi dzień, wbrew planom również postanowił zaspokoić potrzeby polskich fanów i rozdawał autografy, a co ciekawe przyniósł kilka plansz do rozdania które przygotował dnia poprzedniego w hotelu. Jest to niezwykłe podejście i za samo to, bardzo polubiłem tego człowieka, który w prywatnej rozmowie był bardzo rzeczowy, sympatyczny i otwarty. W odróżnieniu od Risso,  Brian Azzarello rozdawał autografy bardzo szybko, a zaoszczędzony czas poświęcał zawsze na rozmowy z ludźmi. chętnie dyskutował na temat filmów, komiksów, całego przemysłu rozrywkowego i wkurzał się kiedy rozmówca zachowywał się jak fanboy. Jeśli tylko traktowało się go jak zwyczajnego człowieka, można było porozmawiać z nim na wszystkie tematy, ale jeśli zaczynało się występ żonglera wazeliną Brian spoglądał spomiędzy swojego owłosienia i nawet jeśli nic nie powiedział ( a potrafił i to bardzo zabawnie), to widać było "not again...".
Po dwóch latach w Łodzi pojawił się ponownie Ramon Perez, z którym miałem przyjemność prowadzić warsztaty i spotkanie, a który jest wg mnie rysownikiem o bardzo dużym potencjale i spodziewam się niejedną naprawdę dobrą historię jego autorstwa ustawić sobie na półce. Pierwsza mam nadzieję pojawi się już całkiem niedługo, gdyż Ramon podjął współpracę ze studiem Jima Hensona ( iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii ^. ^), a efekt tej współpracy 120- stronnicowe Tale of Sand będzie do nabycia już pod koniec roku, jako część celebry 75 urodzin Jima Hensona. Podczas warsztatów można było obejrzeć oryginalne plansze z tej historii zarówno w szkicu i jak i w tuszu, co jeszcze raz utwierdziło moją wiarę w talent Ramona.
Do Łodzi przybył również niestety Simon Bisley, który po raz pierwszy nawiedził nasz kraj w czerwcu tego roku jako gwiazda BFK, o którym (przyznaje z biciem w pierś) nic nie napisałem, choć zacząłem. Mam również nieskrywaną i rzadką nadzieję, że Szymon ( posiadający niestety polskie korzenie), już nigdy więcej na polskim festiwalu nie zagości, a organizator który to uczyni wykona sobie zgrabny i ekskluzywny strzał w mosznę. Nieczęsto zdarza mi się nie chcieć mieć do czynienia z kimkolwiek na zasadzie permanentnej. Simon dokonał tego z niezwykłą gracją kulawego tyranozaura w niespełna 3 dni. Jeśli się zsumuje czas jaki spędziłem w jego towarzystwie bliższym lub dalszym ( czyli w zasięgu mojego wzroku,a mam dość dobry), 4 godziny wystarczyły żebym uznał Biza za totalnego debila i chama. A znam wielu rożnych ludzi. Rozbuchane ego i przekonanie o własnym gwiazdorstwie w połączeniu z alkoholem i totalnym brakiem szacunku dla kogokolwiek ( włączając w to fanów komiksu, twórców starszych i większych od niego oraz organizatorów), uplasowały go na samym dole mojej drabiny szacunku. Rozpychając się przed Risso, Raczkiewicza, Rosińskiego i bezczelnie gryzmoląc na ich sztalugach podczas wyborów Miss Festiwalu zarobił pierwsze w historii tej imprezy gwizdy i buczenie podczas głosowania. Niszcząc komiksy fanów i rysując na nich obraźliwe lub totalnie zlewcze rysunki zasłużył na wielkiego festiwalowego bana. Na szczęście ta postać to najczarniejszy element całego festiwalu i pomijając drobne nieporozumienia na samej Gali oraz zbyt głośne moim zdaniem ustawienie głośników podczas wieczornego koncertu, cały Festiwal uważam za bardzo udany. Poważnie mówię o tych głośnikach. Nie dość, że nie słyszałem ani jednego słowa podczas koncertu Cool Kids of Death, to nie słyszałem melodii podczas części, w której przodował Akira Yamaoka. Może jednak mam zbyt wygórowane potrzeby audiofilskie..
Clay z nagrodą za najlepszy album. Udostępnione przez Marcina Łuczaka z jego egzemplarza Scientii:)

Varia
W tym roku sam program imprezy wydał mi się jakby uboższy niż zazwyczaj. Nie chodzi mi tu bynajmniej o ubogość merytoryczną, a o ilość punktów programu. Jak nigdy przedtem miałem czas i możliwość zobaczenia i posłuchania wszystkiego co chciałem a i międzyczas się znalazł co by po obcować z ludźmi, posłuchać komplementów i porysować im co nieco. To, że niewiele się punktów nakładało było miłą odmianą od poprzednich edycji MFK, a właściwe ich rozłożenie spowodowało, że w przeciwieństwie do poprzednich lat, niedziela nie była dniem całkowicie wyludnionym. Oczywiście, o pewnej godzinie wystawcy powoli zaczęli znikać, a odwiedzających tłum przerzedzać, ale było to dużo później niż zazwyczaj.
Sama Gala wieńcząca całą imprezę przyniosła dwie miłe niespodzianki. Pierwsza, to wspomniana nagroda dla Scientii, a druga to zupełnie zaskakujący doktorat Humoris Causa dla Jarka Obważanka. Zaskakujące, ale zupełnie zasłużone. Tradycyjną żenadą pochwaliły się patronujące imprezie Urzędy i Ministerstwa wychwalając pod kulturalne niebiosa potencjał i wkład inicjatywy festiwalowa inicjatywę, prężąc się dumą na światową stolice komiksu, wiążąc liczne nadzieje, spostrzegając niezwykłe zdolności, podkreślając zaangażowanie i każąc dokładnie wyjaśniać sobie rokrocznie czym jest tenże festiwal i z czymże się to je podczas składania podań o dotacje na MFK. Nietradycyjna była z kolei nieobecność Bartosza Sztybora na podium w minimalnej chociaż ilości. Ani dobrze, ani źle. Dziwnie, pusto i inaczej po prostu.. Występy kolegów z młodszej imprezy growej nie wypełniły tej luki, nawet kiedy podziękowali za udział w Festiwalu Gier i Komiksu.
Mimo licznych, wczesnych i dogłębnych poszukiwań nie udało mi się niestety dostać kilku komiksów, bezskutecznie przeze mnie poszukiwanych, jednak spełniła się moja cicha nadzieja na dostanie w łapki  i krótką zabawę nowym gadgetem Wacomu- Inkletem. Nie byłem do końca pewien, ale liczyłem na to że dystrybutor nie przepuści okazji pokazania tego nowego cuda, nawet jeśli premiera jest dopiero za jakieś 2 tygodnie. Nowa zabawka jest co prawda jeszcze lekko niedopracowana programowo, ale może to tylko kwestia egzemplarza pokazowego który od dawna pokazywany w różnych miejscach może zawierać jeszcze naprawione już bugi. Niemniej jednak gdy już udało się podłączyć i zamontować urządzonko, działało bardzo sprawnie. Pojawiały się niestety drobne niedociągnięcia i przekłamania kreski, jednak dokładność jaką i tak zapewnia i ilość opcji do ogarnięcia i wykorzystania stanowi ciekawą propozycję pod świąteczne drzewko:) Urodziny niestety już miałem:)
Lekkim zawodem okazała się inicjatywa środowiska poznańskiego ( aż mi się serce kraje), które przywiozło ze sobą efekty konkursu Ligaturowego, a mianowicie wystawę multimedialną i katalog przesianych prac konkursowych. I tu i tu można było znaleźć mój komiks, jednak wystawy nie dane mi było obejrzeć z braku czasu, mam tylko fotografię z bloga Marka Turka.

Może oceniam na wyrost, ale chyba nie żałuję że nie dotarłem tam. Kieszonkowego katalogu z moja pracą również nie dane mi było posiąść, gdyż organizatorzy ekscentrycznie ominęli ideę egzemplarza autorskiego, zastąpiwszy ją pewnym rabatem przy zakupie. Nietypowe, ale mnie nie bierze, chyba sobie odpuszczę.


Inicjatywy
Podczas festiwalu miały oczywiście miejsce zakulisowe rozmowy na tematy różne okołokomiksowe i komiksowi służące. Łódź jako stolica komiksu nie zamierza zrzekać się swojego tytułu i organizatorzy Festiwalu, jako następny krok planują stworzenie na wzór brukselski Centrum Komiksu. Idea na razie w powijakach, odległa i niesprecyzowana, jednak warta poświęcenia pamięci. Znacznie bliżej i bardziej realnie ma się dziecko dawnej stolicy, ale Polski- Krakowa. Już za mniej więcej miesiąc swoje podwoje otworzy Małopolskie Studio Komiksu, którego dumni rodzice byli jak najbardziej obecni i zbierali liczne dary od wróżek chrzestnych, czyli rysowników i wydawców. Dary w postaci komiksów do zbiorów MSK i oryginalnych grafik były chętnie rozdawane, w czym i ja miałem swój skromny udział.

Ogólnie Festiwal bardzo na plus. Pogoda niespotykana często na MFK, atmosfera i ludzie świetni i mimo przewietrzenia portfela na różnorakie najpilniejsze potrzeby jak zawsze mogę śmiało stwierdzić, że było warto:)

środa, 21 września 2011

Bądź częścią historii!!

Jako osoba  z ramienia własnego jak i Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego wspierająca Poznańskie Spotkania Komiksowe, czuję się zarówno w obowiązku jak i mam przyjemność zaprosić wszystkich chętnych na drugi sezon spotkań  z ludźmi komiksu:


 Już w październiku rozpocznie się nowy sezon Poznańskich Spotkań Komiksowych. Wracamy z nowymi siłami i pomysłami na kolejne spotkania. Niedługo pojawi sie informacja na temat pierwszego z nich, ale już teraz na nie zapraszamy. Tymczasem mamy ogłoszenie z ofertą dla osób zainteresowanych współpracą:

 Bądź częścią historii komiksu polskiego! Dołącz do grona ludzi, którzy już zapisali swoje nazwisko w annałach komiksologicznych! Jeśli lubisz komiksy, kochasz je bądź uwielbiasz, jeśli posiadłeś lub posiadłaś wiedzę na ich temat, która aż w Tobie buzuje i pragnie się wydostać, albo jeśli pragniesz porozmawiać o swoich ulubionych komiksowych i okołokomiksowych zboczeniach, masz teraz jedyna i niepowtarzalną okazję! Organizatorzy Poznańskich Spotkań Komiksowych z ogromną radością udostępnią Ci dwie godziny w zestawie z przyjazną publicznością Tobie podobnych komiksowych pasjonatów! Jeśli chcesz z tej niepowtarzalnej okazji skorzystać skontaktuj się z organizatorami: spotkaniakomiksowe @ gmail. com lub poprzez fan page Spotkań na Facebooku.

wtorek, 13 września 2011

Moja zeszytówka

Halo, halo, po  pewnej dłuższej przerwie:) Przez ostatnie 2-3 miesiące goniły mnie terminy i po prawdzie dogoniły, lecz ja byłem przygotowany. Podołałem im wszystkim i, jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, to w ciągu niecałego miesiąca ukaże się drukiem kilka moich komiksów. Razem jakieś 25 stron, czyli tytułowa zeszytówka :D Wszystko to do dostania drukiem na najbliższej komiksowej imprezie w Łodzi! Nawet jeśli nie zmienią tego paskudnego, zupełnie sprzecznego z wieloletnią tradycją plakatu. Choć mam nadzieję że jednak zmienią, no bo co, kurczę blade..
Nie jest źle, zważywszy na to, że niektóre dedlajny były w istocie nieprawdopodobnie krótkie i prawie niemożliwe do obrobienia. Niejako od totalnego końca mogę się pochwalić podwójnym występem w najnowszym Kolektywie oznaczonym numerem 9. Totalna niespodziewajka, biorąc pod uwagę, że jeszcze pod koniec lipca położyłem definitywny krzyżyk na tym numerze magazynu z braku jakiejkolwiek koncepcji na temat przewodni numeru ( dla niezaznajomionych: "woda"). W krótkim czasie przed terminem, prawie że z boskiej interwencji wyłonił się spójny i, mam cicha nadzieję iż niebanalny, pomysł na historię. W każdym razie miło by było gdyby był chociaż niepowtarzalny:) Wykorzystałem do maksimum ilość możliwych stron, co akurat nie było zbyt trudne, bo ostatnimi czasy staram się robić coraz dłuższe komiksy. Mała zajawka poniżej, szkic i efekt końcowy:


Drugi komiks również spadł jak grom z jasnego nieba i wielką niewiadoma było to czy w ogóle powstanie, a jak już powstanie to czy zdąży się załapać do numeru. Robert Sienicki i Janek Mazur szukali rysownika serii osadzonej w świecie znanym z "Rycerza Janka", w miejsce borykającego się z terminami Igora Wolskiego. Żeby tylko zdążyć podzieliliśmy sobie pracę jak w prawdziwych amerykańskich zeszytówkach:)  
Ja, zaginając czasoprzestrzeń robiłem szkic,


który przesłany do Roberta był przez niego tuszowany i ozdabiany tekstem



a na sam koniec, jako wisienka na torcie, Igor wykroiwszy kilka cennych sekund położył urokliwe szarości:


 To było bardzo ciekawe doświadczenie, pracować w taki sposób. Tym bardziej, że efekt jest bardziej niż zadowalający  a i szybkość osiągnęliśmy całkiem niezłą:) Moglibyśmy tak jeden albumik w miesiąc zgotować:) Ciekawszą jednak rzeczą jest to, że najprawdopodobniej na stałe ( w każdym razie na najbliższe historie) przejmę serię "Drużyna AK" w Kolektywie. To nie lada wyzwanie po oszałamiających kadrach Igora, lecz postaram się temu sprostać, mam nadzieję, że i czytelnikom się spodoba ta wersja przygód Karłów.
W najbliższych postach pochwalę się pozostałymi zapowiedziami komiksów, a potem, jeśli nie zdarzy się nic ciekawszego, cofnę się nieco w czasie i powspominam kilka rzeczy przeszłych:)

środa, 3 sierpnia 2011

Guest art - Thorgalverse

Tym razem będąc gościem na stronie Jakuba Sytego przedstawiłem swoja wersję Thorgala. zapraszam do wizyty na tej stronie choćby po to, żeby zobaczyć jak inni artyści również poradzili sobie z tym zadaniem. A jeśli ktoś jest fanem tego komiksu, na pewno znajdzie tam dla siebie ciekawe wieści:) A tymczasem zapraszam tam przede wszystkim po moją grafikę, ciekaw jestem waszych opini:)

wtorek, 3 maja 2011

dzień jak co dzień

I tak po dyżurowym odpoczynku, że tak przewrotnie powiem, i powrocie do domu znowu pracuje nad odleżynami na pośladkach ciskając komiks na konkurs FOR. Całkiem owocny dzień się okazał, bo zrobiłem pozostałe 3 strony ołówkiem i teraz tylko tusz i kolor:) "tylko" :) Ten sympatyczny gość poniżej pojawi się w tym komiksie i nazywa się Worek:) Dumajcie i kombinujcie co on tam robi :) Dowiecie się w czerwcu prawdopodobnie:) Czy jakoś tak:)

piątek, 25 marca 2011

Binio Bill

Tak jak obiecałem, mój mały tribute dla Binio Billa. Wrzucony dzisiaj na bloga Binio Billa przez Andrzeja Janickiego i to w doborowym towarzystwie,co mi sprawia niekłamaną przyjemność:) Razem z Michałem Śledzińskim i Karolem Kalinowskim otworzyliśmy cykl tributów Binio Billa na tej stronie. W kolorach pomagał mi, jak zawsze z resztą nieoceniony Tomek Leśniak, któremu za rady dziękuję:) Jak widać idzie mi coraz lepiej, z czego bardzo się cieszę, bo kolor nie jest moją najmocniejszą stroną i zawsze mam z nim najwięcej kłopotu. Żebym tak znalazł kolorystę...

Kto odwiedzał Facebooka na pewno mógł rzucić okiem na proces twórczy, ale na blogu go jeszcze nie było. Niestety umknął mi gdzieś sam szkic ołówkiem:

poniedziałek, 21 marca 2011

Bydgoska Sobota z Komiksem 2011

Krótka notka, właśnie wróciłem z Bydgoszczy, no może nie tak właśnie, bo ładnych kilka godzin temu, ale dopiero teraz znalazłem chwilę, żeby pogrzebać nieco w reminiscencjach, rozgrzać tablet i naskrobać co nieco.
Moja druga Bydgoska Sobota z Komiksem  upłynęła pod znakiem, hm..rysunek chyba najlepiej to odda.
W sumie zabrakło chyba jednego elementu bardzo obecnego na Sobocie, a mianowicie Binio Billa,ale ta postać pojawi się na blogu niedługo, a dlaczego, napisze za chwilę.
Z pierwszych wrażeń to mniejsza ilość osób, w każdym razie tych które bym z fizjonomii kojarzył, w porównaniu do zeszłego roku. Ekipa Kolektywu nie pokazała się w ogóle,a Łódź w bardzo okrojonym składzie pojawiła się pro forma i zanim afterparty się rozkręciło, już wracała do swego miasta. Sympatycznie było spotkać te mordy, które jednak tam dotarły i poznać kilka nowych, równie sympatycznych. Sam program imprezy nie był jakoś przesadnie interesujący i intensywny. Do Bydgoszczy udało mi się dotrzeć dopiero na warsztaty Janusza Wyrzykowskiego, które w tym roku zebrały raczej dużo młodszych uczestników, więc nie chcąc przesadnie zawyżać średniej wieku, odpuściłem rysowanie, zwłaszcza że nawet prowadzący wśród dzieciarni nie był do końca pewien co rysują. Z ciekawszych momentów to wystawa autorska Jacka Michalskiego, Jacka Przybylskiego, Andrzeja Nowakowskiego i oczywiście Jerzego Wróblewskiego, a także spotkanie z dwoma Andrzejami- Nowakowskim i Białoszyckim. Rozczarował film na zakończenie konwetu pod względem treści, wykonania i długości. Jak dla mnie był po prostu męczący i trochę spoza mojej bajki. Sam Pała akurat w czasie Bydgoskiej Soboty nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo od przyjazdu do wyjazdu intensywnie wprowadzał się w nastrój, co skutecznie przeszkadzało mu w wyrażaniu myśli i czegokolwiek innego.
 Po zakończeniu imprezy poszliśmy na pizzę i była to chyba największa i jedna z najlepszych pizz jakie udało mi się zjeść:) Mimo, iż Śledziu nie do końca wierzył, że mi się to uda. 45 cm średnicy pysznego ciasta to był nie lada wyczyn, ale warto było. Afterparty miało miejsce, tak jak i rok temu w "Węgliszku", sympatycznej knajpce na StarymRynku i tak jak rok temu zmonopolizowaliśmy w pewnym momencie lokal. Wieczór upłynął ( adekwatne słowo), przynajmniej dla mnie pod znakiem whisky, a także tradycyjnie już na rysunkach dla TeO i Ystada ( czarny kot i miecz). Oprócz tego przyozdobiłem okładkę Komiksowego Przewodnika po Warszawie w Syrenkę i z perspektywy czasu mam nadzieję, że wyszła dobrze, bo nie za bardzo pamiętam:)
 Podczas imprezy można było dostać okolicznościową broszurkę z tributami Binio Billa rysowanymi przez kilkunastu autorów, miedzy innymi Śledzia, Andrzeja Janickiego, KRLa , Krisa Różańskiego czy Tomka Zycha. Z przyczyn obiektywnych nie udało mi się podesłać na czas odpowiedniej grafiki organizatorom, ale niebawem ukaże się ona na blogu Binio Billa, a zaraz potem na moim.
Ogólnie rzecz ujmując, impreza sympatyczna, dla odmiany kameralna, mam nadzieję że będzie się rozwijać i jako że jest w miarę blisko postaram się pojawiać na jej kolejnych odsłonach. Niestety, tym razem zdjęć żadnych nie robiłem, ale robili inni i na ich blogi zapraszam. wkrótce.

P.S. Przy tej okazji chciałbym podziękować pani z restauracji przy Juraparku Solec, której awaria terminala do kart i niewątpliwa uprzejmość pozwoliła mi zjeść dobre i bardzo tanie spóźnione śniadanie (nawet nie za połowę ceny). No prawie obiad w sumie. Nie no, to był obiad praktycznie.

piątek, 11 marca 2011

Stolyca

 No i znowu mnie zagnało na warszawskie śmieci, tym razem co prawda w sprawach zupełnie nie zawodowo- komiksowych, ale nic to. Przyjemnie było, nawet mimo dość zróżnicowanej pogody. Nie udało mi się spotkać z nikim z komiksowej braci, ale w zamian za to "machnąłem" dwa rysuneczki dla dziewczyn, które zamieszczam poniżej. Rysuneczki, nie dziewczyny:)

szybki rysuneczek dla kuzynki Hani. Jeśli ktoś kojarzy Mouse Guard to może być to:)

I właśnie ten pierwszy rysunek, może nawet nawiązując bardziej do Mausa Arta Spiegelmana niż do walecznych gryzoni z Mouse Guard ma pewien związek z tym ,co mi chodzi po głowie. Dopiero podczas tej wizyty odwiedziliśmy sławetne Muzeum Powstania Warszawskiego. Przyznam, że zrobiło na mnie niesamowite wrażenie, przede wszystkim organizacją ekspozycji, ale ta interakcja i wystrój bardziej przemawiają do mnie, niż jakkolwiek duży zbiór w innym muzeum. To była prawdziwa tragedia, nie przeczę, ludzi i kraju i wplata się w tak ubóstwianą w naszej Polsce narodową martyrologię. Uważam, że więcej muzeów powinno wyglądać w ten sposób, bardziej przystępnie przedstawiać historię niż tylko za pomocą suchych faktów. Takie fakty nudzą i działanie jest odwrotne od zamierzonego, czyli, by nie pozwolić zapomnieć. Bardzo bym chciał i będę kibicował jeśli kiedykolwiek taka idea się pojawi, aby powstało analogiczne Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Z kilku powodów. Przede wszystkim takie muzeum przyciąga zwiedzających, czyli zarabia na siebie a to chyba jest argument przeważający wszystko inne przy budowie, czy w ogóle podejmowaniu się takiego projektu. Po drugie kolejne miejsce uczące historii a nie tylko ją pokazujące. Po trzecie, i z mojej perspektywy najważniejsze, powstanie Wielkopolskie 1918 roku to jedno z niewielu zwycięskich powstań w historii naszego kraju. Pamiętajmy o ofiarach, o tych którzy zginęli w walce o wolność, niepodległość i co tam jeszcze, ale nie rozpamiętujmy się tylko w tym. Chwalmy się sukcesem i zwycięstwem, zasługują one na rozgłos równie mocno jak męczeństwo i ofiara, a w przypadku Polaków powiedziałbym że nawet bardziej, bo my jako naród chyba nie lubimy sukcesu. Wolimy się biczować, krzyżować i wołać jacy to my biedni a z drugiej strony niczym schizofrenicy oburzamy się i rwiemy szaty, że ktoś nie traktuje nas jako silne państwo czy godnego partnera. Jeśli ktoś ma jakieś obiekcje, niech zada sobie pytanie, z kim w szkole chciałby się trzymać? Z uczniem dobrym, pewnym siebie i wysportowanym, czy z beksą siedzącą na końcu i skarżącym ciągle że ktoś go popchnął? Tak nas widza jak się pokazujemy, a zazwyczaj pokazujemy się tak jak sami siebie postrzegamy. Prosta zasada PR-owska. Nawet zwierzęta to rozumieją- uciekasz w krzaki to nie pociupciasz, a Twoje geny znikną w pomroce dziejów. Twoje poroże, kolorowy ogon czy misternie wybudowane gniazdo czy altanka czynią cię atrakcyjnym. Dbasz o nie- twoje geny będą miały szansę rozejść się po świecie w sposób inny, aniżeli tylko za pomocą dżdżownic wsuwających twoje truchło. Nawet zwierzęta toczące walki o samice, tłukąc się rogami, pilnują żeby ich nie połamać, bo siła siłą, ale z inwalidą żadna łania się prowadzać nie będzie. Może więc czas zacząć promować swoje atuty i swoją wartość, a nie jęczeć nad tym kto co nam kiedy zrobił i udawać przed samym sobą, że to pielęgnowanie honoru i dumy narodowej, mając nadzieję że ktoś się ulituje i poklepie nas po główce. Pamiętajmy, że żebraków na ulicy tez zaczynamy w pewnym momencie zauważać.
Ta wiewiórka to dla koleżanki była, na pamiątkę wizyty w stolicy. Nawiązanie do Pałacu Kultury zwanego onegdaj Penisem Stalina.Cały by się nie zmieścił więc narysowałem tylko żołądź...

  Ależ się rozpisałem.. Tydzień mi to zajęło a na horyzoncie kolejny wyjazd majaczy do Bydgoszczy, a potem kto wie? Może znów do Warszawy?:)

wtorek, 15 lutego 2011

Arctic na Ziniolu

 Poniżej tekst, który ukazał się dzisiaj w dziale " Kibicujemy" magazynu Ziniol:

Od jakiegoś czasu próbuje zrobić coś sensownego z moją serią "Arctic". Szukam wydawcy, wymyślam nowe historie z myślą o albumie i przerysowuję starsze paski. Oczywiście nie wszystkie, bo najzwyczajniej w świecie nie chciało by mi się i szczerze mówiąc nie lubię wracać do tego, co już narysowałem. Wiem, że zawsze tak mam, że każdy mój rysunek wg mnie wymagałby ciągłych poprawek i dopieszczania, ale kiedyś trzeba powiedzieć STOP, WYSTARCZY! A kiedy już się to powie, to nie powinno się do tego wracać, tylko ucząc się na błędach wcześniejszych iść do przodu, robić nowe rzeczy. W tym wypadku jednak wiem, że aby "Arctic" mógł pokazać się na papierze, muszę cofnąć się te 5-6 lat i wydeptać jeszcze raz ścieżkę, którą wtedy szedłem, tym razem w nowych, lepszych butach.

Stare paski rysowane dużo prostszą kreską, czasem w bardzo niewymiarowych kadrach po prostu muszą zostać przerysowane. Zauważyłem te niewymiarowości i przypomniałem sobie w jakich warunkach kiedyś zdarzało mi się przygotowywać nowe paski, zwłaszcza te pierwsze, na potrzeby wrakowego konkursu. Często najpierw był rysunek, a dopiero później pojawiała się ramka kadru - były więc historie, gdzie każdy kadr miał inny rozmiar.

Drugi pasek Arctica z 30.08.2005 roku
Inna sprawa jest też taka, że nie chcę wszystkich pasków przerysowywać, bo nie wszystkie z umieszczonych na mojej stronie znalazłyby się w albumie. Z drugiej strony nie każdy opublikowany w albumie pasek można będzie znaleźć w internecie. Jak już wspomniałem kiedyś, chciałbym, żeby było tak pół na pół i myślę, że to uczciwe. Mam kilka swoich ulubionych historii, które na pewno odświeżę, ale proszę też innych żeby podali mi swoich 15 ulubionych pasków. Ułatwia mi to ich wybór do albumu. Cały czas, jeśli jest ktoś chętny, może przejrzeć na mojej stronie komiks i wysłać mi swoje ulubione numery pasków. Bardzo mi to pomoże.

Do tej pory mam narysowanych ok 25 nieopublikowanych jeszcze pasków i aktualnie zajmuję się częścią starych pasków przerysowując je i obrabiając. Długo się zastanawiałem czy pozostawić komiks w czerni i bieli. Dla własnej ciekawości położyłem jednak kolor na jeden pasek i przyznam, że spodobało mi się. Utrzymane w odcieniach zimnego błękitu historie, wypełniły się dodatkową energią, postanowiłem więc zrobić to samo z pozostałymi. Teraz każdy pasek gotowy do druku jest w takich kolorach. Jeśli mimo wszystko pójdzie druk w szarościach- komiks nie straci aż tyle.

Co prawda prace nie idą tak szybko jakbym sobie tego życzył - przede wszystkim dlatego, że ciągle jestem uwikłany w inne projekty komiksowe z zamiarem takiej czy innej publikacji. Druga przyczyna jest taka, że nie mam jeszcze stuprocentowo chętnego wydawcy, a wiem, że gdybym takiego znalazł prace nad paskami znalazły by się na liście rysowniczych priorytetów:) Prace nad "Arcticiem" zyskały by dla mnie na celowości, a to potrafi zdziałać cuda:)

A tymczasem poniżej koncepcja finalnej postaci paska "Arctica" w porównaniu ze swoją biedniejszą, starszą wersją. Widać różnicę, prawda? Pytanie, czy ktoś chciałby zobaczyć więcej takich pasków z ładnym grzbietem i umieścić je na swojej półeczce z komiksami?
Nowa wersja przygotowana już pod kątem druku i z kolorem!

środa, 12 stycznia 2011

Miejsce Pracy Komisiarza

Jeśli dobrze sięgnąć pamięcią, to kiedyś na Motywie Drogi ukazywało się dużo więcej, niż tylko Niedzielne Spotkania, które trochę przywodzą mi na myśl program "Bliżej Świata" ( trzeba jednak sięgnąć pamięcią duuuużo dalej), nadawany swego czasu również w niedzielę i prezentujący wówczas ciekawostki ze świata, ale jako że czasy były inne to nie pozbierane z internetu, a z programów satelitarnych. Motyw Drogi, który faktycznie widział na swojej drodze nie tylko niedziele, ale też np. przygody Kapitana Komiksa ( mój skromny rysunek), a także, co stanowi sedno mojego wywodu, dział Miejsce Pracy Komisiarza. Dział był bardzo ciekawy, z jednej strony dla innych rysowników, którzy mogli podpatrzyć jak się urządzili koledzy po fachu i porównać z tym co mają u siebie w skromnym warsztacie,a z drugiej strony dla czytelników i fanów, którzy mogli pobawić się w małych podglądaczy i popodglądać swoim idolom przez ramię. Z reszta, kto nie lubi? Nie mniej jednak dział obumarł zanim zdążyłem podzielić się swoim "sanktuarium ". Naturalną koleją rzeczy było chyba zrobienie tego na blogu, z jednego prostego względu- uwielbiam to swoje miejsce:) Jest w nim wszystko prawie co potrzebuję, a kiedy rysuję mam wszystko pod ręką. Mam tu ulubione filmy, książki i komiksy, a zazwyczaj mam też swoją Muzę na wyciągnięcie ręki, bo kiedy ja rysuję, ona zazwyczaj czyta :) Książki i komiksy- to najfajniejsza Muza pod słońcem:)
moja Muza:)
 
To moje miejsce pracy w pełnej okazałości,a jednocześnie pierwszy mebel jaki sobie sprawiłem zaraz po łóżku.Tak w zasadzie rodzice mi sprawili i mając koło 15 lat nadal się świetnie sprawuje.To było chyba jedyne takie biurko z możliwością zmiany kąta nachylenia wtedy i wcale nie kosztowało tyle co w IKEI. Jedyne czego mi do kompletu brakuje to podświetlarki, ale to pewnie tylko kwestia czasu zanim jakąś skonstruuje. It`s more fun, niż zakup.

Mimo, iż mieszkam tam już prawie 15 lat nadal cierpię na niedostatek mebli. Przez ten cały czas nie dorobiłem się jeszcze porządnych mebli na książki i komiksy, chociaż powoli to się zmienia. Ten potwór pod kaloryferem to mój poprzedni komputer. Obudowa miała nazwę przypominającą Super-hiper-mega-high-tower i faktycznie była chyba największa na świecie- mieściła w sobie stację dyskietek, dwa DVD na dwa różne regiony, nagrywarkę CD i trzy kieszenie z dyskami. To monstrum długo mi służyło także jako dodatkowy stolik na którym była podkładka pod mysz. Na szczęście dokonało żywota, a jego truchło pozostaje by straszyć geeków.
Po prawej mój ukochany mebel, czyli łóżko, w głębi skrzynia oczywiście z książkami i komiksami a na niej stary telewizor Sony, który niedawno wydałem. Nie chciałem go wyrzucać, bo działał dobrze, ale był mi zbędny więc się kurzył. Czasem tylko oglądałem coś leżąc w łóżku. Rozpussta:) Nad dużym monitorem roślinka, nigdy nie pamiętam jak się nazywa, a często nie pamiętam tez żeby ją podlać. Ona jednak uparcie nie więdnie a co najdziwniejsze, jako jedyna taka roślinka w domu kwitnie co jakiś czas ( a mamy 3-4 takie). Goła pani na skosie to rysunek Dany`ego, którego poznaliśmy na jednym z MFK, bardzo przyjemny gość. Z tej strony widać nieco konstrukcję podkładki do podpinania zdjęć referencyjnych, takie cóś co sam zrobiłem, żeby było mi łatwiej i o dziwo, wyszło całkiem nieźle, polecam.
Kot Borat bardzo rzadko zaglądający do komiksów, jeśli jednak już to robi to najbardziej podoba mu się "Cześć, Michael!".Zanim to jednak nastąpi zawsze dobrze przegląda moje zbiory..przejdzie, obwącha, poleży na nich..
Moja półeczka z filmami. Zdjęcie troszkę starsze bo teraz jest ich więcej i pewnie niedługo druga półeczka się pojawi. Tuż obok szafka ze specjalnymi kolekcjami filmowymi i prawie całą biblioteką Pratchetta, Mikołajka, Tolkiena, a także mój mały Hall of Fame czyli miejsce na moje publikacje. To tylko po to żebym wiedział, że nie stoję w miejscu i chyba nie stoję, ale czasem ta Półka of Fame musi mi o tym przypominać.
Ręcznie robiony regał, świerk europejski, mój najnowszy mebel. Dzięki niemu część komiksów w końcu znalazła swoje miejsce. Dodatkową atrakcją są figurki Batmana (prezent urodzinowy od dziewczyn, przywieziony z Aten), smoka z serii McFarline`a i Smeagola, oraz pseudoakwarele panoramy Pragi ( tej czeskiej) i stare zdjęcia Poznania. Pseudoakwarele to wysokiej jakości wydruki sprzedawane przez ruskich w każdym miejscu Pragi za cenę prawdziwych akwarel. Przestawali ze mną rozmawiać, jak tylko pokazywałem im ślady wydruku, ale i tak kupiłem te na których najmniej było to widać. Na samym dole kartony ze starymi semicami.
 Ściana z przeznaczniem na wspomnienia. Jest plakat, który dostałem przy okazji pierwszego zamówienia komiksów ze Stanów bardzo dawno temu kiedy pierwszy zeszyt Witchblade był najgorętszym komiksem w USA, wyróżnienie za udany debiut na IV MFK, które wtedy jeszcze było Ogólnopolskim Konwentem Twórców Komiksu, które sprawiło że ciągle rysuję, zestaw Lego Star Wars i wielki rysunek od Stana Sakai, królujący nad wszystkim. Jest też gitara na której nie da się grać i skrzynka z rzeczami do wystawienia na Allego. Na gitarze da się grać ale nie da się nastroić i ma krzywy gryf. Czyli nie da się grać. Wisi tam też kilka moich starych rysunków, jeden rysunek od Koko i kominiarka do gokartów z jednego wieczoru kawalerskiego. Chyba muszę znów sobie pojeździć. Jest tam tez oczywiście zdjęcie z moją Muzą:)
Mój pierwszy własnoręcznie zrobiony mebel, szafka na przybory. Błędów na niej nauczonych więcej nie powtórzyłem, a ona służy mi mimo wszystko. To tak zwane miejsce do trzymania wszelkiej maści pierdółek. W szufladach arkusze papieru i narysowane komiksy, akwarelki, Ecoliny i wiele do szczęścia przydatnych przedmiotów, a na szafce pędzelki, shapery, korespondencja,kardynał Jimenez z  Hiszpańskiej Inkwyzycji (kto by się spodziewał?)- prezent od siostry, pojemniczki na mocz które świetnie się sprawdzają jako pojemniczki na wodę do pędzli( nieużywane ma się rozumieć :D ), żeton na bilard i żeton na whisky z pubu  Dubliner z dnia św. Patryka ( 17 marzec!). Do tego ostatnio chyba widziałem tam jakieś zabawki z Jajek z Niespodzianką i kilka niezidentyfikowanych przedmiotów.
Stron komputerowa " pracowni" z tabletem, skanerem i dwoma monitorami. Ten mniejszy jest stary, ale szkoda mi było się go pozbyć, a przydaje się gdy rysuję, bo mam go bliżej biurka i lepiej widzę zdjęcia referencyjne, których nie muszę dzięki temu drukować. Wygodne to a i z komputera może też ktoś inny jeszcze korzystać. Szafkę na komputer też sam zrobiłem- czasem ciężko mi dopasować swoje potrzeby do możliwości rynku, więc olewam rynek i robię to co potrzebuję. Szafka mieści płyty, gry, kasetkę z filmami, słuchawki i pada pod xboxa, którego kupiłem specjalnie do gry Assasins Creed. Pod dużym monitorem koczują różnorodne figurki m.in. Bart Simpson, Gandalf Biały i Wolverine, a także elementy nagłośnienia Logitech 5.1. Kalendarz z Mikołajkiem to zamierzchła historia.
Poglądowe zdjęcie na biurko, dwie półeczki, dwie lampki, kota Garfielda i moja tablice korkową na której jest dokładnie wszystko począwszy od planu dyżurów i różne wizytówki, przez specyfikację zalecanych olejów do silnika do mojego auta na planie wymarzonej wycieczki do Peru i przypowieści o żonie która zniszczyła komputer męża ( ku przestrodze) skończywszy. Na podkładce do podpinania zdjęć referencyjnych zdjęcie tawerny, więc zapewne jest to projekt który jeszcze nie ujrzał światła dziennego. Ale ujrzy:)
Jedna z dwóch własnoręcznie zrobionych półeczek na biurko. Kiedy skończyłem naukę jako taką i uznałem, że biurko będzie mi służyć już tylko wyłącznie do rysowania, ustawiłem je pod kątem na stałe i wtedy nagle zabrakło mi płaskich powierzchni do ustawiania przyborów i papierów. Wszystko mi zjeżdżało, co miało jeden plus, a mianowicie zjeżdżał również kot, dla którego biurko od tego momentu jest jedynym miejscem w domu na które nie wchodzi, nie kładzie się, nie śpi. No i z którego nie zabiera już gumek. Zrobione półeczki są z kolei tak zawalone przedmiotami na codzień, że nawet kocia łapa tam się nie zmieści. Kot przegrał z krzywikami, tuszami, unipinami, gumkami i innymi brushami.
Przyznam, że bardzo uzależniłem się od rysowania w tych właśnie warunkach, które sobie stworzyłem i praca w jakimkolwiek innym miejscu sprawia mi niejaki dyskomfort. Najbardziej mnie przeraża jednak myśl, że kiedyś mógłbym mieszkać w miejscu pozbawionym mojej pracowni i chyba nie dopuszczam do siebie takiej możliwości. Rozmawiałem już o tym z moją Muzą:) Ustaliliśmy,że na pewno nie stanie się to kosztem kuchni i sypialni :D

poniedziałek, 10 stycznia 2011

wietrzenie magazynów

Wydawnictwo Dolna Półka zaczyna noworoczne wietrzenie magazynów. Całkiem sympatycznie informuje o tym korzystając z mojej grafiki. Tam jej podstawowa wersja, tutaj- z tłem:

Podoba się?:)

wtorek, 21 grudnia 2010

Kibicowanie

Na stronie ziniola ukazał się krótki tekst dotyczący serii Arctic i jego przyszłości w postaci papierowej! Można też sobie porównać starą i nową wersję przerysowywanego Arctica, przykład poniżej:
Orginalny pasek z 2005 roku
Szkic wersji poprawionej z 2010

Kto chętny, niech kibicuje projektowi razem z Zioniolem,

środa, 1 grudnia 2010

Kolory

Przyznam szczerze, że nie jestem najlepszy w kolorach. Tzn znam podstawowe, nawet kilka orientalnych jak łososiowy i ecru no i wiem na jakim świetle stać a na jakim jechać, nadużyciem jednak sporym byłoby twierdzenie,że czuję swobodę w kolorowaniu komiksów. W tej mierze czuję największa potrzebę nauki i chętnie czerpię z wiedzy i doświadczenia innych twórców, którzy w świecie kolorów poruszają się z większa gracją i wyczuciem, i którzy oczywiście są na tyle uprzejmi i życzliwi, żeby tym doświadczeniem się podzielić. Zwłaszcza ostatnio z największą pomocą przyszli mi Tomek Leśniak i Tomek Piorunowski, którym bardzo dziękuje i liczę na więcej:)
Pierwszym efektem jest między innymi rysunek obok, który jest jednym z kadrów wspominanego wcześniej komiksu dla Bartka Biedrzyckiego. Reszta komiksu z dialogami, oczywiście później:)

środa, 24 listopada 2010

kontest

Co jakiś czas zdarza się taki konkurs, w którym faktycznie opłaca się wziąć udział i nie szkoda poświęcić trochę czasu na przygotowanie się do niego..Wolę, co prawda paski komiksowe rysować niż opisywać z wyjaśnieniem  dlaczego są śmieszne, ale wymóg to wymóg. Poniżej takie pierwsze szkice postaci.

środa, 17 listopada 2010

twitt me

To taka drobna grafika która zrobiłem do swojego profilu na Twitterze. Generalnie chodziło o taki podział rysunku bardziej realistycznego i cartoonowego z twitterem pośrodku, dlatego środek jest mniej więcej pusty. To był fuuun móc coś w końcu narysować, po trzech miesiącach posuchy. Ten po prawej to Ned, postać z mojego webkomiksu, a ten po lewej to nikt kogo chciałbym znać. No bo kto gania z pistoletem kreskówki po dachu, kurczę blade..?