czwartek, 29 grudnia 2011

KRLowo

Znany dobrze wszystkim fanom komiksu polskiego Karol Kalinowski świętuje właśnie swoje 10-lecie w branży. W związku z tym uruchomił stronkę na której umieszcza swoje pierwsze komiksowe dzieci, znane jako kaerelki, dziś przemianowane na Karmelki. Jako drugi sposób celebracji na swojej głównej stronie umieszczanie różnych fajnych rysunków różnych fajnych innych ludzi, którzy mu je chętnie narysowali:) Ja też znalazłem się w gronie tych rysowników i wsparty miłym słowem Karola mój rysunek Ajtwara wczoraj ukazał się na stronie KRLa:) Zapraszam wszystkich do obejrzenia i rysunku mojego i rysunków innych i oczywiście strony KRLa na której jest dużo, albo jeszcze więcej fajnych rysunków jego autorstwa:)

piątek, 23 grudnia 2011

24 dni

Pierwszy Grudnia zawsze był dla mnie magiczną datą, wyznaczał początek pewnego specjalnego okresu, który w niczym nie przypominał reszty roku. Pojawiał się kalendarz adwentowy i zaczynało się czekoladowe odliczanie 24 dni. Z każdym dniem narastała niezwykłość tego czasu, wraz z przybywającymi ozdobami, z kulminacyjnym momentem zakupu choinki i tradycyjnej świeckiej kłótni o to, co ma na niej wisieć i gdzie. Każdy wieczór przynosił nowe zapachy z mamusinej kuchni, tak charakterystyczne, że do dziś potrafię powiedzieć czym pachnie grudzień. Wszystko to przy wtórze utworów granych tylko przez ten jeden miesiąc w roku i nawet jeśli to ciągle te same oklepane standardy to w te dni brzmiały zupełnie świeżo i nie miało znaczenia ile razy w ciągu dnia były puszczane, bo zawsze chętnie się je nuciło. Wtedy nawet egzekucja karpia miała swój urok i była elementem bożonarodzeniowym. Kiedy wszystko było gotowe i następowała kulminacja zapachów, kolorów i dźwięków, budził się niepokój oczekiwania najpierw na pierwszą gwiazdkę, kolację wigilijną, a potem na to co się znajdzie pod choinką. A wieczorem z wypiekami na twarzy rozwijało się prezenty i szło spać ze świadomością, że następnego dnia będzie ulepiony kolejny bałwan, a sanki będą z cierpliwością znosić kolejne górki i rosnący ciężar na swoim grzbiecie. 
Potem nagle cała magia prysła. Ot tak, po prostu, mimo iż nic nie zapowiadało nadchodzącego nieszczęścia. Może zabrała je pazerność sprzedawców wymieniających wystawy sklepowe tuż po Halloween, żeby dłużej się cieszyć dobrodziejstwem świątecznego szału zakupowego. Bezczelnie próbując mi wmówić, że to pozwala się dłużej cieszyć tym cudownym okresem jednocześnie zmieniają Boże Narodzenie na "po prostu Święta", żeby złapać więcej ofiar promocji. No bo w końcu to święto wszystkich, niech więc cieszą się nim Japończycy, muzułmanie, ba nawet Żydzi! Zróbmy z tego więcej cocacolowego Mikołaja, a mniej tego gościa co tak kiepsko skończył( przecież na krzyżu nie wieszają za nic, prawda?) i mamy żyłę złota! Coraz bardziej komercjalizacja zabija to, co w tych 24 dniach grudnia najważniejsze. Zapominamy o radości oczekiwania, zastępowaną radością promocji, a potrzebie bycia lepszym człowiekiem choćby przez ten krótki czas musi wystarczyć te kilka ckliwych filmów, zwanych familijnymi.
Może wszystko zniknęło, bo szarość i codzienność zastąpiły mi radość oczekiwania? Bo wracając w Wigilię z pracy byłem zbyt zmęczony żeby się cieszyć wspólną kolacją i myślałem już o tym, że nie pójdę na Pasterkę, bo w pierwsze święto czeka mnie kolejne 24h poza domem? Czy może dlatego, że w tym całym codziennym pędzie brakuje tej chwili w kuchni podczas gotowania barszczu, wspólnego ubierania choinki, bo zajmie się tym ta osoba, która akurat ma wolne od szkoły i tak zniknie to co tworzy rodzinną atmosferę świąt?
Wszystko gdzieś umyka, bo nie znajduję czasu by zatrzymać się na chwilę, wciągnąć głęboko powietrze i poczuć. Jeszcze raz poczuć magię Gwiazdki.
Może to także kwestia wieku? Staram się nie dopuszczać myśli, że to wszystko uciekło, bo taka radość jest dana jedynie dzieciom. To będzie wtedy za bardzo przypominało Piotrusia Pana, a nie dobrze jest gdy dorośli tracą tą iskierkę dziecinności i zapominają o swoich marzeniach. Czy ma znaczenie, że śnieg zamiast bawić mnie i wyciągać z domu gdy tylko przyprószy, bawi tylko na stoku narciarskim i za oknem przy kominku i grzańcu? Czy ważna jest świadomość, że to nie ubrany na czerwono grubas wrzuca przez komin prezenty pod choinkę, tylko rodzice i to wcale nie przez komin tylko prosto z szafy? Może ma, ale przecież nie na tym polega dziecięcy zachwyt nad Bożym Narodzeniem. Mimo, iż czas ten został odarty z dziecięcych tajemnic i facet z broda okazał się przebranym sąsiadem, pozostały inne tajemnice dostępne świadomości dorosłych. Cud narodzin, cud zbawienia, cud bycia dobrym człowiekiem- z tego też można cieszyć się jak dziecko.
Może w tym roku uda mi się odzyskać to, co przez szarą codzienność moje święta utraciły. 

środa, 21 grudnia 2011

przeprowadzka

Tak, wiem, ze dawno tu nic nie było, choć powinno. Wiadomo jednak, że końcówka roku nie rozpieszcza nadmiarem czasu i pieniędzy, więc każdy stara się przez ten okres przemknąć jak najbardziej bezboleśnie. Tak samo i ja, wpadając w niewielki i ciasny kanał pędzę co sił do jego wyjścia, małego światełka na końcu tunelu, gdzie czeka mnie nowy rok i przynajmniej kilka spraw wyprostowanych. Tymczasem kilka spraw się pokomplikowało na mojej stronie internetowej...hm..gdzie ona jest?? No właśnie. Ciekawie się kilka czynników złożyło, że strony nie ma tam gdzie zawsze była. A wszystko zaczęło się od tego, że miałem jednocześnie dwa wykupione hostingi. Postanowiłem więc przenieść stronę prywatną na serwer nowszy i mniej problematyczny, a ze starego zrezygnować. Wszystkie pliki w miarę bezboleśnie zostały przeniesione, ale zanim cokolwiek ruszyło, starszy hosting, z którego miałem zrezygnować i tak skończył się. Strona zniknęła. Pomyślałem sobie, że to żaden problem skoro wszystko jest już i tak przeniesione a strona działała pod aliasem prv.pl, wystarczy tylko zmienić adres pod aliasem i sprawa załatwiona. Ha.Nic bardziej mylnego, a to za uprzejmością serwisu aliasującego. Otóż, po wejściu na moje konto w serwisie, okazało się że aliasu graphicus.prv.pl z którego korzystam nieprzerwanie od ponad 6 lat, nie ma po prostu w moim profilu, a skoro go nie ma to nie mogę zmienić adresu serwera. Co ciekawsze, nie mogłem założyć ponownie aliasu graphicus.prv.pl, bo jest zajęty ( przeze mnie bądź co bądź, right?), ale kiedy dla ułatwienia sprawy postanowiłem po prostu przejąć mój alias, którego nie posiadam ( bo jest taka opcja), system nie pokazał mi, że ktoś próbuje ją przejąć. Oczywiście obsługa prv.pl, jest nieosiągalna, pomoc on-line prowadzi do ślepego linku, a na maile nie odpowiadają, o telefonie nie wspomnę. Szczęśliwie mija już miesiąc dokładnie odkąd moje maile odbijają się głuchym echem. Pewnie ktoś zapyta, po co mi alias, czy nie lepiej szarpnąć się na domenę? Ależ tak, jak najbardziej, ale od 6 lat co najmniej moja strona jest dostępna pod jednym adresem, który był we wszystkich moich profilach, nawet tych zapomnianych, na wizytówkach, cytowana na forach i gdziekolwiek jeszcze i chciałbym mieć chociaż możliwość umieszczenia pod adresem graphicus.prv.pl informacji, że strona jest dostępna gdzie indziej. Domenę chcę kupić, jak najbardziej, ale interesująca mnie jeszcze na mnie czeka. Tymczasem strona musi funkcjonować i być odwiedzana. Jedynym wyjściem okazało się być ustawienia aliasu na nowym serwerze do katalogu, co nie jest zbyt wygodne, ale gwarantuje że będzie raczej niezmienne, nawet gdy wykupię domenę. Od tej pory więc moja strona jest na pewno dostępna pod adresem:
Wszystkich tam zapraszam, a jak się uda to od nowego roku będzie nowa strona w końcu, uaktualniona, z nowymi grafikami i w ogóle full wypas:) Poza księgą, bo strona obsługująca księgi gości już tego nie robi...

czwartek, 10 listopada 2011

Komiksofon 6

Właśnie wróciłem z Wrocławia, gdzie byłem zaproszony jako jeden z gości tamtejszej imprezy zwanej Komiksofon. Przymuszony zasadami wysmażyłem 15-minutową animację złożoną z moich komiksów i adekwatnej wg mnie muzyki. Ciężki proces nauki obsługi After Effects uwieńczony sukcesem i wieloma nowymi umiejętnościami, zaowocował małym podjaraniem się do zrobienia czegoś jeszcze kiedyś tam:) Sam wieczór był przesympatyczny choć pełen nerwów z mojej strony czy wszystko zadziała i czy się spodoba ludziom. Poznałem kilka fajnych osób i udzieliłem kilku wywiadów,a dodatkowo jeszcze dorzuciłem swoją cegiełkę do wlepkowego konkursu, więc możecie na moją propozycję głosować. Albo i nie:)
Od lewej Tomek Sysło, mła i prowadzący spotkanie Paweł Wojciechowicz
 

Fotki są autorstwa Marcina BiodrowskiegoNo i dodatkowo miło było odwiedzić znowu Wrocław po ponad roku nieobecności, szkoda że tak krótko i tak zimno:D Ale jedzenia w studenckim szwedzkim bufecie i oglądania czołówek filmów animowanych z lat 80-tych z rana nic nie zastąpi, zwłaszcza w dobrym towarzystwie :D
Jeśli ktoś ma ochotę sobie obejrzeć animację, to zapraszam. Animacja na wczorajszy Komiksofon we Wrocławiu it is:

piątek, 4 listopada 2011

mobilizacja

Czasem zdarzają się pewne rzeczy, które sprawiają, że człowiek znajduje w sobie taką pewną siłę, która zaczyna go kopać w tyłek aż nie zacznie i nie skończy tego co powinien. W moim przypadku jest akurat kilka takich niedokończonych spraw, ale mało co jest w stanie kopać mnie na tyle skutecznie, żeby je sfinalizować. Tym razem konkretnie mówię o mojej stronie internetowej, która bezwstydnie wisi sobie w cyberprzestrzeni ku mojemu wstydowi i sromocie, ale nie za sprawą samego faktu wiszenia a raczej jej wyglądu. Skupiony bardziej na robieniu komiksów i sprawach zawodowych, nie mam już ani sił ani ochoty wgryzać się w PeHaPy i inne CeeSeSy, a przyznam bez bicia, że bardzo bym chciał żeby ta strona inaczej zaczęła wyglądać. Faktem jest, że okazji mobilizujących pojawiło się ostatnio kilka. Nie dalej jak dzisiaj rano na stronie Na Plasterki pojawił się link do mojej podstrony traktującej o komiksie Suske en Wiske. Toporność tłumaczenia kilku przykładowych  stron mogę tylko usprawiedliwić młodym wiekiem i brakiem doświadczenia w tamtym czasie. Nie zmienia to jednak faktu, że wstyd. Pierwszy kopniak. Już całkiem niedługo, bo 9 listopada we Wrocławskim klubie Puzzle odbędzie się komiksowe spotkanie Komiksofon, którego będę gościem i na którego potrzeby przygotowałem 15 minutowy filmik pokazujący moją twórczość i połowę plakatu, którego próbka poniżej:
  Oczywiście jest też wersja odwrócona, gdzie mój rysunek stoi na głowie, a Tomka Sysło normalnie. Bardzo zgrabnie sklecony plakat. Od razy też dementuję pewne insynuacje, iż narysowana postać to ja. Nie, ja wyglądam inaczej i raczej wiem jak. wiem, moje postacie powinny wychodzić z mojej głowy, ale przyznam ze wstydem, że o tym iż powinienem narysować tu siebie pomyślałem już w połowie tworzenia rysunku. Zonk. Szkoda było już to zmieniać, więc zostało jak było, mam nadzieję że wszyscy wybaczą, zwłaszcza gość który wygląda jak ten narysowany.Zamiast mnie. Niemniej jednak na plakacie znowu pojawił się adres mojej stronki, przymknę oko i usta na to, że jest to adres serwera i to prawdopodobnie takiego z którego przestane już niedługo korzystać. I znowu będą odwiedzać moją stronę ludzi i mówić jaka to ona archaiczna. Drugi kopniak. Co więc zamierzam z tym zrobić? Nie wiem. Chwilowo nie mam pilnych zleceń  i komiksów do zrobienia więc może uda mi się coś sklecić, ale jeśli ktoś byłby chętny do stworzenia silnika strony, css-ów i innych hokus-pokusów to będę bardzo wdzięczny:) Na razie chyba pozmieniam trochę galerię, bo stare graty tam leżą i czuję się jak w piwnicy, no i może stronę główna jakoś przypudruję:)

poniedziałek, 3 października 2011

Bardzo osobista relacja z 22 MFK( iG)

Festiwal
 Łódź, Łódź i po Łodzi jak powiada stare niemieckie przysłowie. Przyznam, że zawsze odwiedzam ten festiwal z wielkim sentymentem i bez większych nadziei na nagrodę i nigdy się nie zawodzę. Za każdym razem jest to dla mnie miłe przeżycie społeczne i za każdym razem ma wpływ na mnie jako komiksiarza. Faktem jest, że czasem dodaje mi skrzydeł i mobilizuje do wytężonej pracy, a czasem daje potężnego kopa w dół, kiedy widzę ile mi brakuje do innych, jakie potrafią rzeczy na kartce wyprawiać osiągając poziomy, dla mnie tak odległe jak prywatna awionetka. Tego roczny wyjazd znalazł się nieco pomiędzy tymi dwoma stanami.

Konkurs

Dwa wspomniane wcześniej komiksy, mimo całkiem przyjemnego prezentowania się na wystawie konkursowej nie znalazły się nawet w katalogu. Trudno wypowiedzieć mi się na temat konkurencji, bo nie miałem kiedy przeczytać prac nadesłanych, ale było ich nadzwyczaj dużo i wizualnie miały naprawdę wysoki poziom, co bardzo mnie cieszy pod kątem pojawiania się świeżej i dobrej krwi w środowisku. Problemem było niestety ich rozmieszczenie w Galerii. Pomijając fakt wielokrotnie już wspomniany i wyjaśniany dotyczący zaskoczenia organizatorów i nieprzygotowania się na taką ilość prac, sposób rozmieszczenia tychże prac na tym wołał o pomstę do nieba nieuporządkowaniem i pewną dowolnością rozmieszczania poszczególnych plansz komiksów.Bardzo miłą choć niezaskakującą informacją okazała się nominacja i wygrana albumu Scientia Occulta moich dwóch kolegów Roberta Sienickiego i Łukasza Okólskiego, którzy zebrawszy laury za najlepszy polski album komiksowy dołączyli do grona tych-którzy-wyszli-spoza-shortów.
Doszedłem więc do wniosku, który dojrzewał we mnie dość długo, powoli przebijając się w podświadomości i przedzierając przez zasieki niewiary we własne umiejętności, a który został ostatnio mocno wsparty na rozmowach i opiniach kolegów starszych i mądrzejszych komiksowo ode mnie. Biorąc pod uwagę jak niewiele czasu mam,  postanowiłem przestać się rozdrabniać szortami, paskami i generalnie skierować swe kroki tam gdzie Robert i Łukasz, czyli w stronę długich historii. Ot takie noworoczne przyrzeczenie, że na przyszłym MFK zaznaczę swoją obecność, nie praca konkursowa a albumem komiksowym. Mam nadzieję dotrzymać tego przyrzeczenia.


 Ludzie
Na tegorocznym Festiwalu poznałem wiele nowych postaci, znanych i nieznanych wcześniej z internetu, spotkałem mnóstwo znajomych osób, a wszystko to złożyło się na bardzo, bardzo przyjemne społeczne doświadczenie. Od wielu lat ewoluuję jako uczestnik festiwalu i cieszy mnie to bardzo. 18 lat temu pojawiałem się jako fanboy, biegałem od autora do autora, śliniąc się na każdą znaną postać i marząc o malutkim chociaż rysunku, płacząc nad każdym wyborem, który komiks kupić- tak duże były braki na naszym rynku u tak małe możliwości ich uzupełnienia. Była to także jedyna okazja w roku, żeby zmusić się do zrobienia jakiegoś komiksu. Teraz wysyłając prace konkursowe, robię to bardziej z rozpędu niż z potrzeby zaznaczenia swojej obecności, komiksy kupuję, ale bez wielkiego ciśnienia mając tysiąc i jeden innych, nawet korzystniejszych okazji do wzbogacenia kolekcji czy uzupełnienia serii. Nie pędzę też do każdego gościa z prośbą o autograf, bo ani mi na tym tak bardzo już nie zależy ani w większości przypadków nie muszę spędzać godzin w kolejkach, bo i tak każdego z nich poznam w relacjach " jak twórca z twórcą" i jeżeli będą mieli ochotę to mi się na czymś podpiszą, a ja potraktuję to raczej jako pamiątkę ciekawej nowej znajomości aniżeli łup fanboya. Wszystko ewoluuje w stronę spotkania ludzi, wymiany doświadczeń i dowiedzenia się czegoś o pracy innych twórców i pokazuje mi jaka drogę przebyłem w świecie komiksu. Widzę wtedy, że jakaś jednak przebyłem- to akurat kop w górę:)
 W tym roku było kilku gości specjalnych, z którymi miałem okazję obcować, pomijając oczywiście Grzegorza Rosińskiego, który jest zawsze. I dobrze. Żeby mu się chciało jeszcze przez wiele lat, mając na względzie wiek którego aktualnie dożywa. Niewątpliwie najbardziej wzbudzającymi pozytywne emocje gośćmi byli twórcy znakomitej serii "100 Naboi", czyli Eduardo Risso i Brian Azzarello. Obaj bardzo sympatyczni i skorzy do rozmowy ludzie przyciągnęli masy żądne autografu i rysunku w każdej możliwej publikacji jaką udało się znaleźć. Jest to jedna z kilku przyczyn, dla których mógłbym bez większych wyrzutów sumienia krzywdzić innych ludzi. Szlag mnie trafia jak widzę ciągle te same twarze stojące zawsze na samym początku kolejki do każdego gościa z taką ilością komiksów do podpisu, że mogli by obdzielić nimi średniej wielkości miasteczko. Na przykład Chicago. Co jeszcze bardziej wkurzające, to to że takiemu gościowi siedzącemu przez 2-3 godziny i rysującemu w tych albumach w pewnym momencie zaczyna brakować czasu i sił, a kolejka wciąż długa i co wtedy robi? Przestaje rysować, a organizatorzy oświadczają że od tej chwili będą tylko podpisy. W tym momencie Zbieracz zataczając się pod ciężarem zdobytych po raz kolejny masy rysunków triumfalnie idzie do następnej kolejki która zacznie za nim tworzyć się za jakieś 3 godziny, a pozostali kolejkowicze, którym udało się dostać do kolejki pomiędzy prelekcjami i spotkaniami, jak zwykle odejdą w najlepszym przypadku tylko z autografem a w najgorszym przypadku z niczym. Tak się działo tez tym razem w przypadku Risso, który cierpliwie i bardzo niestety powoli wrysowywał się pierwszym 10-12 osobom a potem musiał dać za wygraną z czasem i organizatorami. Co ciekawe na drugi dzień, wbrew planom również postanowił zaspokoić potrzeby polskich fanów i rozdawał autografy, a co ciekawe przyniósł kilka plansz do rozdania które przygotował dnia poprzedniego w hotelu. Jest to niezwykłe podejście i za samo to, bardzo polubiłem tego człowieka, który w prywatnej rozmowie był bardzo rzeczowy, sympatyczny i otwarty. W odróżnieniu od Risso,  Brian Azzarello rozdawał autografy bardzo szybko, a zaoszczędzony czas poświęcał zawsze na rozmowy z ludźmi. chętnie dyskutował na temat filmów, komiksów, całego przemysłu rozrywkowego i wkurzał się kiedy rozmówca zachowywał się jak fanboy. Jeśli tylko traktowało się go jak zwyczajnego człowieka, można było porozmawiać z nim na wszystkie tematy, ale jeśli zaczynało się występ żonglera wazeliną Brian spoglądał spomiędzy swojego owłosienia i nawet jeśli nic nie powiedział ( a potrafił i to bardzo zabawnie), to widać było "not again...".
Po dwóch latach w Łodzi pojawił się ponownie Ramon Perez, z którym miałem przyjemność prowadzić warsztaty i spotkanie, a który jest wg mnie rysownikiem o bardzo dużym potencjale i spodziewam się niejedną naprawdę dobrą historię jego autorstwa ustawić sobie na półce. Pierwsza mam nadzieję pojawi się już całkiem niedługo, gdyż Ramon podjął współpracę ze studiem Jima Hensona ( iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii ^. ^), a efekt tej współpracy 120- stronnicowe Tale of Sand będzie do nabycia już pod koniec roku, jako część celebry 75 urodzin Jima Hensona. Podczas warsztatów można było obejrzeć oryginalne plansze z tej historii zarówno w szkicu i jak i w tuszu, co jeszcze raz utwierdziło moją wiarę w talent Ramona.
Do Łodzi przybył również niestety Simon Bisley, który po raz pierwszy nawiedził nasz kraj w czerwcu tego roku jako gwiazda BFK, o którym (przyznaje z biciem w pierś) nic nie napisałem, choć zacząłem. Mam również nieskrywaną i rzadką nadzieję, że Szymon ( posiadający niestety polskie korzenie), już nigdy więcej na polskim festiwalu nie zagości, a organizator który to uczyni wykona sobie zgrabny i ekskluzywny strzał w mosznę. Nieczęsto zdarza mi się nie chcieć mieć do czynienia z kimkolwiek na zasadzie permanentnej. Simon dokonał tego z niezwykłą gracją kulawego tyranozaura w niespełna 3 dni. Jeśli się zsumuje czas jaki spędziłem w jego towarzystwie bliższym lub dalszym ( czyli w zasięgu mojego wzroku,a mam dość dobry), 4 godziny wystarczyły żebym uznał Biza za totalnego debila i chama. A znam wielu rożnych ludzi. Rozbuchane ego i przekonanie o własnym gwiazdorstwie w połączeniu z alkoholem i totalnym brakiem szacunku dla kogokolwiek ( włączając w to fanów komiksu, twórców starszych i większych od niego oraz organizatorów), uplasowały go na samym dole mojej drabiny szacunku. Rozpychając się przed Risso, Raczkiewicza, Rosińskiego i bezczelnie gryzmoląc na ich sztalugach podczas wyborów Miss Festiwalu zarobił pierwsze w historii tej imprezy gwizdy i buczenie podczas głosowania. Niszcząc komiksy fanów i rysując na nich obraźliwe lub totalnie zlewcze rysunki zasłużył na wielkiego festiwalowego bana. Na szczęście ta postać to najczarniejszy element całego festiwalu i pomijając drobne nieporozumienia na samej Gali oraz zbyt głośne moim zdaniem ustawienie głośników podczas wieczornego koncertu, cały Festiwal uważam za bardzo udany. Poważnie mówię o tych głośnikach. Nie dość, że nie słyszałem ani jednego słowa podczas koncertu Cool Kids of Death, to nie słyszałem melodii podczas części, w której przodował Akira Yamaoka. Może jednak mam zbyt wygórowane potrzeby audiofilskie..
Clay z nagrodą za najlepszy album. Udostępnione przez Marcina Łuczaka z jego egzemplarza Scientii:)

Varia
W tym roku sam program imprezy wydał mi się jakby uboższy niż zazwyczaj. Nie chodzi mi tu bynajmniej o ubogość merytoryczną, a o ilość punktów programu. Jak nigdy przedtem miałem czas i możliwość zobaczenia i posłuchania wszystkiego co chciałem a i międzyczas się znalazł co by po obcować z ludźmi, posłuchać komplementów i porysować im co nieco. To, że niewiele się punktów nakładało było miłą odmianą od poprzednich edycji MFK, a właściwe ich rozłożenie spowodowało, że w przeciwieństwie do poprzednich lat, niedziela nie była dniem całkowicie wyludnionym. Oczywiście, o pewnej godzinie wystawcy powoli zaczęli znikać, a odwiedzających tłum przerzedzać, ale było to dużo później niż zazwyczaj.
Sama Gala wieńcząca całą imprezę przyniosła dwie miłe niespodzianki. Pierwsza, to wspomniana nagroda dla Scientii, a druga to zupełnie zaskakujący doktorat Humoris Causa dla Jarka Obważanka. Zaskakujące, ale zupełnie zasłużone. Tradycyjną żenadą pochwaliły się patronujące imprezie Urzędy i Ministerstwa wychwalając pod kulturalne niebiosa potencjał i wkład inicjatywy festiwalowa inicjatywę, prężąc się dumą na światową stolice komiksu, wiążąc liczne nadzieje, spostrzegając niezwykłe zdolności, podkreślając zaangażowanie i każąc dokładnie wyjaśniać sobie rokrocznie czym jest tenże festiwal i z czymże się to je podczas składania podań o dotacje na MFK. Nietradycyjna była z kolei nieobecność Bartosza Sztybora na podium w minimalnej chociaż ilości. Ani dobrze, ani źle. Dziwnie, pusto i inaczej po prostu.. Występy kolegów z młodszej imprezy growej nie wypełniły tej luki, nawet kiedy podziękowali za udział w Festiwalu Gier i Komiksu.
Mimo licznych, wczesnych i dogłębnych poszukiwań nie udało mi się niestety dostać kilku komiksów, bezskutecznie przeze mnie poszukiwanych, jednak spełniła się moja cicha nadzieja na dostanie w łapki  i krótką zabawę nowym gadgetem Wacomu- Inkletem. Nie byłem do końca pewien, ale liczyłem na to że dystrybutor nie przepuści okazji pokazania tego nowego cuda, nawet jeśli premiera jest dopiero za jakieś 2 tygodnie. Nowa zabawka jest co prawda jeszcze lekko niedopracowana programowo, ale może to tylko kwestia egzemplarza pokazowego który od dawna pokazywany w różnych miejscach może zawierać jeszcze naprawione już bugi. Niemniej jednak gdy już udało się podłączyć i zamontować urządzonko, działało bardzo sprawnie. Pojawiały się niestety drobne niedociągnięcia i przekłamania kreski, jednak dokładność jaką i tak zapewnia i ilość opcji do ogarnięcia i wykorzystania stanowi ciekawą propozycję pod świąteczne drzewko:) Urodziny niestety już miałem:)
Lekkim zawodem okazała się inicjatywa środowiska poznańskiego ( aż mi się serce kraje), które przywiozło ze sobą efekty konkursu Ligaturowego, a mianowicie wystawę multimedialną i katalog przesianych prac konkursowych. I tu i tu można było znaleźć mój komiks, jednak wystawy nie dane mi było obejrzeć z braku czasu, mam tylko fotografię z bloga Marka Turka.

Może oceniam na wyrost, ale chyba nie żałuję że nie dotarłem tam. Kieszonkowego katalogu z moja pracą również nie dane mi było posiąść, gdyż organizatorzy ekscentrycznie ominęli ideę egzemplarza autorskiego, zastąpiwszy ją pewnym rabatem przy zakupie. Nietypowe, ale mnie nie bierze, chyba sobie odpuszczę.


Inicjatywy
Podczas festiwalu miały oczywiście miejsce zakulisowe rozmowy na tematy różne okołokomiksowe i komiksowi służące. Łódź jako stolica komiksu nie zamierza zrzekać się swojego tytułu i organizatorzy Festiwalu, jako następny krok planują stworzenie na wzór brukselski Centrum Komiksu. Idea na razie w powijakach, odległa i niesprecyzowana, jednak warta poświęcenia pamięci. Znacznie bliżej i bardziej realnie ma się dziecko dawnej stolicy, ale Polski- Krakowa. Już za mniej więcej miesiąc swoje podwoje otworzy Małopolskie Studio Komiksu, którego dumni rodzice byli jak najbardziej obecni i zbierali liczne dary od wróżek chrzestnych, czyli rysowników i wydawców. Dary w postaci komiksów do zbiorów MSK i oryginalnych grafik były chętnie rozdawane, w czym i ja miałem swój skromny udział.

Ogólnie Festiwal bardzo na plus. Pogoda niespotykana często na MFK, atmosfera i ludzie świetni i mimo przewietrzenia portfela na różnorakie najpilniejsze potrzeby jak zawsze mogę śmiało stwierdzić, że było warto:)

czwartek, 29 września 2011

Moja zeszytówka cz.2

Kontynuując temat komiksów na MFK, dziwnym by było nie wspomnieć o pracach konkursowych, których ciekawym trafem wysłałem dwie. Czy się ostatecznie ukażą drukiem w katalogu konkursowym nie wiem, jednak na wystawie powinny się znaleźć:) To kolejny rok, w którym nie wysłałem tego komiksu który zamierzałem. Trzystronnicowa, krótka historia rodząca się w bólach i czekająca na swoją porę od dobrych kilkunastu lat ( scenariusz i szkic) znowu utknęła, tym razem na etapie tuszu i pewnie znowu będzie musiała poleżakować. Jednak dzięki Maciejowi Jasińskiemu, Jankowi Sławińskiemu i niewielkiej zmianie w regulaminie udało mi się podesłać dwie prace. Pierwsza to stary, dobry komiks niemy, który powstał na potrzeby innego, nieznacznie wcześniejszego konkursu. Dłuższa i kolorowa wersja mojego komiksu Arctic, to pierwsza "arktyczna" opowieść scenariusza kogoś innego i można ją podciągnąć pod kategorię historical fiction :) Jeśli nie dostanie się do katalogu festiwalowego, to na pewno będzie można obejrzeć ten komiks w 3 innych miejscach,a mianowicie na wystawie konkursowej w Galerii Starej ŁDK, w postaci instalacji multimedialnej ( cokolwiek to znaczy w tym przypadku, gdyż na razie to słodka tajemnica organizatora) międzynarodowego konkursu na komiks bez słów SILENCE w miejscu zwanym fabrYSTREFA ( ul. Piotrkowska 138/140) oraz w katalogu tegoż konkursu, dostępnym na stoisku Centrali.

Drugi komiks to dość zawiła historia, która przedstawił już scenarzysta na swoim blogu ( link wyżej), ale w skrócie wygląda to tak, że to druga historia, która powstała jako pierwsza a pozostałe niewiadomo kiedy. Niemniej jednak to ciekawa praca była ze względu na dość swobodny scenariusz i dynamiczne sceny. I jak zwykle mało czasu.

Ponieważ z różnych względów czasu mi brakuje coraz bardziej i mógłbym nie zamieścić na blogu wszystkiego przed Festiwalem postanowiłem skompresować wpisy spod znaku mojej zeszytówki. W Łodzi będzie można jeszcze znaleźć moje prace w postaci dwóch jednoplanszówek. Jedna w okolicznościowej publikacji w hołdzie Szarlocie Pawel, gdzie przy współpracy z Maciejem Jasińskim stworzyliśmy bardziej dorosłą wersje Kleksa, wszystko w stereo i w kolorze:)

Druga plansza to trzymana do ostatniej chwili w tajemnicy współpraca w wyrobie zinopodobnym Biceps o numerze 3 z Wandą Onyszkiewicz  w dziale "Na chłopski rozum/Babskie gadanie", gdzie obdarowaliśmy się wzajemnie scenariuszami niewiedząc kto rysuje. Można więc śmiało powiedzieć, że są tam moje dwa komiksy z czego jeden napisałem a drugi narysowałem :)
 Na sam koniec mała ciekawostka, jeżeli ktoś by usilnie pragnął mnie spotkać, albo otrzymać ładny rysunek, autograf , bądź zapytać jak się mam na MFK będę na pewno osiągalny w 3 miejscach.
Na przykład w strefie 2 autografowej  Textilimpexu, gdzie z reszta ekipy Kolektywowej w niedzielę będziemy podpisywać najnowszy numer magazynu od 11.45 do 13.00. Mnie szukajcie raczej bliżej 13.00, gdyż wcześniej od 11.45 do 12.30 będę w Dużym Kinie ŁDK prowadził spotkanie z Ramonem Perezem, na które bardzo serdecznie zapraszam. W sobotę zaś w sali 304 ŁDK godzinach popołudniowych po obiedzie, czyli 15.00-16.00, poprowadzę i wezmę udział w warsztatach również z Ramonem Perezem. Chętnych zapraszam:)






środa, 21 września 2011

Bądź częścią historii!!

Jako osoba  z ramienia własnego jak i Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego wspierająca Poznańskie Spotkania Komiksowe, czuję się zarówno w obowiązku jak i mam przyjemność zaprosić wszystkich chętnych na drugi sezon spotkań  z ludźmi komiksu:


 Już w październiku rozpocznie się nowy sezon Poznańskich Spotkań Komiksowych. Wracamy z nowymi siłami i pomysłami na kolejne spotkania. Niedługo pojawi sie informacja na temat pierwszego z nich, ale już teraz na nie zapraszamy. Tymczasem mamy ogłoszenie z ofertą dla osób zainteresowanych współpracą:

 Bądź częścią historii komiksu polskiego! Dołącz do grona ludzi, którzy już zapisali swoje nazwisko w annałach komiksologicznych! Jeśli lubisz komiksy, kochasz je bądź uwielbiasz, jeśli posiadłeś lub posiadłaś wiedzę na ich temat, która aż w Tobie buzuje i pragnie się wydostać, albo jeśli pragniesz porozmawiać o swoich ulubionych komiksowych i okołokomiksowych zboczeniach, masz teraz jedyna i niepowtarzalną okazję! Organizatorzy Poznańskich Spotkań Komiksowych z ogromną radością udostępnią Ci dwie godziny w zestawie z przyjazną publicznością Tobie podobnych komiksowych pasjonatów! Jeśli chcesz z tej niepowtarzalnej okazji skorzystać skontaktuj się z organizatorami: spotkaniakomiksowe @ gmail. com lub poprzez fan page Spotkań na Facebooku.

wtorek, 13 września 2011

Moja zeszytówka

Halo, halo, po  pewnej dłuższej przerwie:) Przez ostatnie 2-3 miesiące goniły mnie terminy i po prawdzie dogoniły, lecz ja byłem przygotowany. Podołałem im wszystkim i, jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, to w ciągu niecałego miesiąca ukaże się drukiem kilka moich komiksów. Razem jakieś 25 stron, czyli tytułowa zeszytówka :D Wszystko to do dostania drukiem na najbliższej komiksowej imprezie w Łodzi! Nawet jeśli nie zmienią tego paskudnego, zupełnie sprzecznego z wieloletnią tradycją plakatu. Choć mam nadzieję że jednak zmienią, no bo co, kurczę blade..
Nie jest źle, zważywszy na to, że niektóre dedlajny były w istocie nieprawdopodobnie krótkie i prawie niemożliwe do obrobienia. Niejako od totalnego końca mogę się pochwalić podwójnym występem w najnowszym Kolektywie oznaczonym numerem 9. Totalna niespodziewajka, biorąc pod uwagę, że jeszcze pod koniec lipca położyłem definitywny krzyżyk na tym numerze magazynu z braku jakiejkolwiek koncepcji na temat przewodni numeru ( dla niezaznajomionych: "woda"). W krótkim czasie przed terminem, prawie że z boskiej interwencji wyłonił się spójny i, mam cicha nadzieję iż niebanalny, pomysł na historię. W każdym razie miło by było gdyby był chociaż niepowtarzalny:) Wykorzystałem do maksimum ilość możliwych stron, co akurat nie było zbyt trudne, bo ostatnimi czasy staram się robić coraz dłuższe komiksy. Mała zajawka poniżej, szkic i efekt końcowy:


Drugi komiks również spadł jak grom z jasnego nieba i wielką niewiadoma było to czy w ogóle powstanie, a jak już powstanie to czy zdąży się załapać do numeru. Robert Sienicki i Janek Mazur szukali rysownika serii osadzonej w świecie znanym z "Rycerza Janka", w miejsce borykającego się z terminami Igora Wolskiego. Żeby tylko zdążyć podzieliliśmy sobie pracę jak w prawdziwych amerykańskich zeszytówkach:)  
Ja, zaginając czasoprzestrzeń robiłem szkic,


który przesłany do Roberta był przez niego tuszowany i ozdabiany tekstem



a na sam koniec, jako wisienka na torcie, Igor wykroiwszy kilka cennych sekund położył urokliwe szarości:


 To było bardzo ciekawe doświadczenie, pracować w taki sposób. Tym bardziej, że efekt jest bardziej niż zadowalający  a i szybkość osiągnęliśmy całkiem niezłą:) Moglibyśmy tak jeden albumik w miesiąc zgotować:) Ciekawszą jednak rzeczą jest to, że najprawdopodobniej na stałe ( w każdym razie na najbliższe historie) przejmę serię "Drużyna AK" w Kolektywie. To nie lada wyzwanie po oszałamiających kadrach Igora, lecz postaram się temu sprostać, mam nadzieję, że i czytelnikom się spodoba ta wersja przygód Karłów.
W najbliższych postach pochwalę się pozostałymi zapowiedziami komiksów, a potem, jeśli nie zdarzy się nic ciekawszego, cofnę się nieco w czasie i powspominam kilka rzeczy przeszłych:)

środa, 3 sierpnia 2011

Guest art - Thorgalverse

Tym razem będąc gościem na stronie Jakuba Sytego przedstawiłem swoja wersję Thorgala. zapraszam do wizyty na tej stronie choćby po to, żeby zobaczyć jak inni artyści również poradzili sobie z tym zadaniem. A jeśli ktoś jest fanem tego komiksu, na pewno znajdzie tam dla siebie ciekawe wieści:) A tymczasem zapraszam tam przede wszystkim po moją grafikę, ciekaw jestem waszych opini:)

sobota, 23 lipca 2011

Guest art - the Movie

Tak, wiem, dawno mnie tu nie było, ale winę za to ponoszą tylko i wyłącznie komiksy. Jak zawsze. Tylko, że nie te czytane a te rysowane. Na przykład ten który właśnie pojawił się na webkomiksie The Movie Roberta Sienickiego:) To taki trybut z okazji 5-lecia komiksu i taka mała refleksja na temat zachłyśnięcia się nową technologią.

czwartek, 7 lipca 2011

Guest art - Hell Hotel

Tak w przerwie między bardziej obszernymi i sensownymi postami zapraszam na stronę webkomiksu Hell Hotel Macieja Łazowskiego, gdzie w środę pojawił się gościnnie pasek mojego autorstwa. Tak naprawdę to był pasek kiedy go do Macieja wysyłałem, a on zrobił z tego kwadracik, ale nie żeby to miało jakieś znaczenie, right? Z reszta u mnie tez się nie mieści jako pasek, do licha. Tak między nami to w najbliższych dwóch miesiącach będą jeszcze dwa gościnne występy, ale o nich będę informował na bieżąco:)
 

wtorek, 21 czerwca 2011

FOR what?...

Tak się akurat wesoło zdarzyło, że moje ostatnie 2 tygodnie zaobfitowały w ponadnormatywną ilość kilometrów, rzucając mnie po całej prawie Polsce,z czego 2 razy wylądowałem w Warszawie. Z nie byle jakiego powodu, bo na galę rozdania nagród fundacji FOR.To trzecia edycja tego konkursu a druga w której brałem udział. Rok temu wraz z Robertem Wyrzykowskim dostaliśmy wyróżnienie w kategorii,w tym roku z Maciejem Jasińskim wyróżnienie w kategorii i nagrodę jednego z jurorów- Antoniego Rodowicza. Bardzo to miłe i zaskutkowało nagrodą książkową( komiksową) i finansową, w postaci karty upominkowej WBK naładowanej kwotą 100pln minus podatek. To mniej więcej tyle żeby zjeść obiad na dwie bardzo głodne osoby i akurat tyle żeby nie dało rady wyciągnąć całości kwoty z bankomatu, dzięki WBK. Oczywiście całość komiksu można przeczytać na stronie FOR-u, za chwilę na moim DeviantArcie, a tutaj pierwsza strona:
 Z dobrych znajomych frekwencja nie dopisala tak jak ostatnio na konkursie i przybyli tylko Grzegorz Janusz i Tomek Niewiadomski, którzy zgarnęli przy tej okazji I miejsce w kategorii i nagrodę jurora Ogórka:) Trochę żałuję, bo rok temu było nas dużo więcej i całkiem miła bibka się po całej gali zawiązała. I było dłużej wesoło:)
O reszcie wyjazdów trochę później:) Zwłaszcza, że zbliża się jeden w ten weekend, więc kto wybiera się do Gdańska na BFK, to bardzo chętnie piwko łyknę z nim lub z nią:)

P.S. tutaj unikalne zdjęcie uścisku dłoni prezesa. odbieramy nagrodę od Leszka B. i Tomka Leśniaka

środa, 1 czerwca 2011

Romantyczny wieczór z komedią [spoilery!]

Przedwczoraj zagnało nas do wypożyczalni filmów. Niby często coś oglądamy ale jakoś ostatnio nie było okazji więc z rozpędu weszliśmy poszukać czegoś na wieczór. Pomijając fakt że nie było nic interesującego z nowych rzeczy, wzięliśmy trzy komedie romantyczne. Tak, lubię komedie romantyczne i nadal jestem facetem. Ponieważ nie mieliśmy zupełnie pojęcia co wybrać, wybraliśmy nieco na chybił-trafił. Może ja już się starzeję, albo co, ale jak na razie dwa obejrzane filmy propagują dosyć dziwne wzorce zachowań.. Uwaga, będą spoilery.
Pierwszy film z Meg Ryan, wydawało by się- personifikacją komedii romantycznych, Słodka Zemsta to "typowy" obraz małżeństwa po 40-tce: kobieta sukcesu, problemy z zajściem w ciążę i mąż planujący odejść z młodszą kochanką i walka żony o uratowanie małżeństwa. Tylko że, no właśnie. Meg, aby powstrzymać męża, ogłusza go i więzi w przyklejonego taśmą klejąca do sedesu, katuje go wspólnymi wspomnieniami, a gdy to nie daje efektu, organizuje napad rabunkowy na własne mieszkanie. Zatrudnione przez nią zbiry, katują męża, demolują mieszkanie i kradną wszystko co nie przykręcone, w między czasie symulują ogłuszenie Meg Ryan i molestowanie "nieprzytomnej". W tych pięknych okolicznościach przyrody,nieświadomy intrygi mąż zgadza się zostawić kochankę, wrócić do żony, nawet zgadza się na odrzucaną wcześniej adopcję. I wszystko niby kończy się szczęściem, rodziną- romantyczne rozwiązanie. Ale jakby się przyjrzeć bliżej, daje to obraz kolejnej obłąkanej kobiety, która jest zdolna do wszystkiego aby złapać/zatrzymać ( niepotrzebne skreślić) faceta. Strach się bać, ale nic to, traktuje to bardziej jako przestrogę dla męskiej widowni, niż( mam nadzieję) film instruktażowy dla zagrożonych samic. No i komedii w tym również tyle co romantyzmu.
Mając nadzieję, że drugi film spełni jednak nasze oczekiwania jakie w nim pokładaliśmy wypożyczając, uruchomiliśmy wczoraj Przypadkowego męża z Umą Thurman i Colinem Firthl....Filts...no tym od Bridget Jones i zostawania królem. Historia może nie była przełomową, ale dała impuls do pewnych przemyśleń. Uma jest radiową "lekarką serc",gwoli wyjaśnienia, to taki arogancki Chris o Poranku. Jeśli ktoś jeszcze pamięta. Tylko arogancki wyjątkowo typ człowieka, może rościć sobie prawo do wypowiadania się na temat cudzego życia, w gruncie rzeczy obcej mu osoby, radzenia mu na podstawie niewielu informacji i decydowania co powinien zrobić. Tylko wyjątkowo arogancka psychologiczna kreatura może z pełną świadomością i zadowoleniem kształtować życie innych w ogóle ich nie znając. I tylko wyjątkowo głupia osoba może się do kogoś takiego zwrócić,żeby zdjąć z siebie ciężar podejmowania decyzji i brania odpowiedzialności za własne poczynania. To jednak niewątpliwie temat na inne rozważania. W każdym razie Uma swoimi cennymi radami rozbija związek pewnego strażaka Patricka Sullivana i zagubionej Sofii. Patrick postanawia zemścić się na pani "doktor" i za pomocą domorosłego hackera żeni się z Uma jednym kliknięciem myszy na plikach Urzędu Stanu Cywilnego. Tak się jednak składa że Uma właśnie ma zamiar wyjść za mąż za ułożonego, spokojnego i kochającego Colina. Jak się zapewne wszyscy domyślają, Uma zakochuje się ze wzajemnością w Strażaku, zostawia Colina i wszystko kończy się happy endem. Czy jednak na pewno? Czy tak to powinno wyglądać? Pomijam oczywistość zaistnienia iskry i potrzeby jej istnienia w związku, nigdy nie podważę tego. Jednak dlaczego w takich filmach kobieta zostawia porządnego gościa dla zupełnie nieułożonego? Dlaczego ten zostawiany, spokojny, kochający i dbający o wspólną przyszłość narzeczony/maż/chłopak przedstawiany jest jako nudziarz? Dlaczego kobietę zagarnia ten co zawsze nakombinuje, oszuka, okłamie? Dlaczego to właśnie jest "szczęśliwe zakończenie"? Tak, jestem niepoprawnym romantykiem i zgadzam się, że nie zawsze musimy robić rzeczy właściwe, zawsze jednak byłem tym zostawianym spokojnym gościem i może dlatego tak mnie to irytuje. Chociaż nie czuję w tym już nic osobistego, odkąd skończyłem mutację, pozbyłem się trądziku młodzieńczego i zarost zdecydował się zagarnąć całe boisko a nie skupiać się na przyczółkach. Nie zaprzeczę temu, iż każdy ma prawo do szczęścia i czasem okazuje się że ten/ta to nie jest Tym/ Tą i trzeba zmienić browar na właściwy, ale gloryfikowanie takiego bezczelnego wbicia się w czyjeś życie, jest dla mnie dość dziwną i niepokojąca tendencją. Skoro jednak dla amerykanów to takie normalne, nie dziwi "43% odsetek rozwodów". Znów ani śmiesznie ani romantycznie. Plus osobista antypatia do Umy Thurman.
Bez większego więc entuzjazmu niedługo zabierzemy się pewnie do trzeciego filmu. Dzisiaj jednak wieczór spędzimy na pierwszych atrakcjach festiwalu Ligatura, czyli wernisażu konkursowym Silence w Cafe Muza, do której to wystawy dorzuciłem swoje skromne trzy grosze, a dokładnie 5 stron niemego komiksu. Razem z Maciejem Jasińskim. Cała impreza zaczyna się o 20.30, a potem ciekawy film o historii komiksu "COMIC BOOK CONFIDENTIAL" również w tej okolicy. Może więc do zobaczenia:)

wtorek, 17 maja 2011

trochę o planach i trochę o publikacjach

Pierwsza recenzja antologii "JAZDA!" już dostępna na blogu i ogólnie dość pozytywna:) Tymczasem, jeśli nie udało się komuś zdobyć antologii, cały komiks można sobie spokojnie przeczytać na moim deviantarcie: tu, tu, tu oraz tutaj. Tak, dobrze policzyliście, cztery strony:) Cała antologia wypadła dość dobrze i sympatycznie moim zdaniem, dzieciaki powinny byc zadowolone, zwłaszcza że całość jest w kolorze:)

A w drugim Bicepsie moje najstarsze i najbardziej ukochane dziecko, czyli pasek Arctic w końcu w druku! Co prawda tylko jeden, ale miło się go zobaczyło. W oryginale pasek jest kolorowy, głównie niebieski. Za jakiś czas może wrzucę porównanie starej i nowej wersji. Reszta Bicepsa obfituje w teksty, które ciekawie się czyta z racji niedoboru komiksowej publicystyki, o tak brakuje mi trochę magazynów komiksowych- Świat Komiksu, Super Boom, jeśli ktokolwiek jeszcze pamięta:)?
Ach, no i przeczytałem w końcu "Scientia Occulta" Roberta i Łukasza, tak to to do czego nie zdążyłem zrobić pin-upa. Again. W każdym razie porządne czytadło i wzór do naśladowania w komiksie mainstreamowym. Marzy mi się taka historia, w sensie zgrabnie napisana, dobrze narysowana i ciepło przyjęta:) Tymczasem muszę zając się inna historią. Dobra wiadomość jest taka, że powoli domykam zaplanowane komiksy i zbliżam się do prac nad albumem. Nie czułbym się dobrze, gdyby coś mi zalegało. W większości to krótkie historie trzy-, cztero- dziesięciostronnicowe, w tym komiks na MFK i do najbliższego Kolektywu,mimo iż początkowo nie miałem tam nic rysować. Jednak z weną się nie da wygrać. Wystarczyła chwila bezruchu, godzina siedzenia i zatopienia się w myślach i pojawił się pomysł.W całości. Lubię takie momenty, ale tym razem przeciąga mi cały plan działania... I`ll keep you informed.

poniedziałek, 9 maja 2011

Komiksowa Warszawa A.D. 2011...

...to kolejny festiwal w tym roku na którym mnie nie będzie ciałem. Jak tak dalej pójdzie mam szansę ominąć jeszcze dwa. Z przyczyn rożnych miało mnie najpierw nie być jeden dzień( ale oczywiście w samym środku), potem dwa i w końcu trzy. Jak mi coś się poprzestawia lekko to przyjadę w niedziele. Nie wiem po co, ale przyjadę. Może. Będę za to obecny duchem i to całkiem nieźle bo w trzech postaciach:) Jeden komiks, dwustronnicowy, zrobiony do spółki z moim imiennikiem Bartkiem Biedrzyckim, będzie można znaleźć w ostatnim Kolektywie, co prawda już trochę po premierze ale mimo wszystko.Drugi komiks znajdzie się we wspomnianej już antologii komiksu dla dzieci, za darmo i w kolorze rozdawanego na imprezie. Trzeci, to jeden pasek Arctica który zostanie wydrukowany w najnowszym Bicepsie. Miło będzie zobaczyć Arctica drukiem, bo sprawa albumu lekko niepewną jest. Pasek z Bicepsa to Wybór Redaktora- Ystada, czyli Jacka J. Na jego prośbę został przerysowany tak jak do albumu, czyli ładnie i w kolorze.
Poniżej kolorowa, śliczna i przyciągająca wzrok okładka wspomnianej antologii dla dzieci:)

wtorek, 3 maja 2011

dzień jak co dzień

I tak po dyżurowym odpoczynku, że tak przewrotnie powiem, i powrocie do domu znowu pracuje nad odleżynami na pośladkach ciskając komiks na konkurs FOR. Całkiem owocny dzień się okazał, bo zrobiłem pozostałe 3 strony ołówkiem i teraz tylko tusz i kolor:) "tylko" :) Ten sympatyczny gość poniżej pojawi się w tym komiksie i nazywa się Worek:) Dumajcie i kombinujcie co on tam robi :) Dowiecie się w czerwcu prawdopodobnie:) Czy jakoś tak:)

poniedziałek, 2 maja 2011

Ligatura

Huhuhu, Wesołych świąt i takie inne w miedzy czasie tez. Zapracowany niemożebnie na szybko w wrzucam świeżutką stronę komiksu który wraz z Maciejem Jasińskim przygotowaliśmy na Ligaturowy konkurs Silence. Stron jest 5, z powodów organizacyjnych wykonane w 3 i pół dnia. Od szkicu do koloru. Nie cierpię, kiedy coś rozbija mi cały kalendarz. Po tej ostatniej nocy do 5 rano bolało mnie wszystko od prawej ręki, przez kark a na posladkach skończywszy. Ależ Maciej zrobił mi niespodziankę i wykorzystał postać Neda z mojej serii Arctic do tej dłuższej przygody:) A teraz chwila przerwy na dyżur i wracam do komiksu na FOR :)

piątek, 8 kwietnia 2011

Prosto z Kadru

To, co prawda stara wiadomość i nieco zakurzony plik, ale dopiero co odnalazłem go wśród innych plików na moim zabałaganionym komputerze i postanowiłem się podzielić. Prawie rok temu byłem gościem Radia Afera, poznańskiej stacji studenckiej, gdzie mimo wszystko nie można powiedzieć na antenie "dupa" ani tym bardziej innych niecenzuralnych słów. Nie to żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, ale przecież słowo "dupa" może się czasem komuś wymsknąć, prawda? Audycja miała miejsce 15.07.2010 i jak zwykle prowadził ją Filip Bąk. Jest tak trochę o mnie, trochę o komiksach, trochę o innych rzeczach.


Poniżej to samo we flashu:)




poniedziałek, 28 marca 2011

komiksik dla dzieciaczków

Przez ostatnie kilka dni miałem przyjemność pracować nad 4-stronnicowym komiksem dla dzieci. Historia będzie częścią antologii dla dzieci, która ma się ukazać na festiwalu Komiksowa Warszawa (12-15 maj). Pierwszy raz robiłem coś z myślą o dzieciach i czułem się trochę zagubiony gdy rozmyślałem nad scenariuszem, na szczęście z odsieczą przyszedł Janek Mazur, pisząc krótką i zgrabną czterostronnicówkę. Miło będzie móc pokazać w końcu cokolwiek tym wszystkim maluchom w rodzinie, które się ciągle dopytują " wujku, a jaki komiks na przykład narysowałeś? ". Wtedy dostaną do łapek antologię i między innymi poniższą stronę:

piątek, 25 marca 2011

Binio Bill

Tak jak obiecałem, mój mały tribute dla Binio Billa. Wrzucony dzisiaj na bloga Binio Billa przez Andrzeja Janickiego i to w doborowym towarzystwie,co mi sprawia niekłamaną przyjemność:) Razem z Michałem Śledzińskim i Karolem Kalinowskim otworzyliśmy cykl tributów Binio Billa na tej stronie. W kolorach pomagał mi, jak zawsze z resztą nieoceniony Tomek Leśniak, któremu za rady dziękuję:) Jak widać idzie mi coraz lepiej, z czego bardzo się cieszę, bo kolor nie jest moją najmocniejszą stroną i zawsze mam z nim najwięcej kłopotu. Żebym tak znalazł kolorystę...

Kto odwiedzał Facebooka na pewno mógł rzucić okiem na proces twórczy, ale na blogu go jeszcze nie było. Niestety umknął mi gdzieś sam szkic ołówkiem:

poniedziałek, 21 marca 2011

Bydgoska Sobota z Komiksem 2011

Krótka notka, właśnie wróciłem z Bydgoszczy, no może nie tak właśnie, bo ładnych kilka godzin temu, ale dopiero teraz znalazłem chwilę, żeby pogrzebać nieco w reminiscencjach, rozgrzać tablet i naskrobać co nieco.
Moja druga Bydgoska Sobota z Komiksem  upłynęła pod znakiem, hm..rysunek chyba najlepiej to odda.
W sumie zabrakło chyba jednego elementu bardzo obecnego na Sobocie, a mianowicie Binio Billa,ale ta postać pojawi się na blogu niedługo, a dlaczego, napisze za chwilę.
Z pierwszych wrażeń to mniejsza ilość osób, w każdym razie tych które bym z fizjonomii kojarzył, w porównaniu do zeszłego roku. Ekipa Kolektywu nie pokazała się w ogóle,a Łódź w bardzo okrojonym składzie pojawiła się pro forma i zanim afterparty się rozkręciło, już wracała do swego miasta. Sympatycznie było spotkać te mordy, które jednak tam dotarły i poznać kilka nowych, równie sympatycznych. Sam program imprezy nie był jakoś przesadnie interesujący i intensywny. Do Bydgoszczy udało mi się dotrzeć dopiero na warsztaty Janusza Wyrzykowskiego, które w tym roku zebrały raczej dużo młodszych uczestników, więc nie chcąc przesadnie zawyżać średniej wieku, odpuściłem rysowanie, zwłaszcza że nawet prowadzący wśród dzieciarni nie był do końca pewien co rysują. Z ciekawszych momentów to wystawa autorska Jacka Michalskiego, Jacka Przybylskiego, Andrzeja Nowakowskiego i oczywiście Jerzego Wróblewskiego, a także spotkanie z dwoma Andrzejami- Nowakowskim i Białoszyckim. Rozczarował film na zakończenie konwetu pod względem treści, wykonania i długości. Jak dla mnie był po prostu męczący i trochę spoza mojej bajki. Sam Pała akurat w czasie Bydgoskiej Soboty nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo od przyjazdu do wyjazdu intensywnie wprowadzał się w nastrój, co skutecznie przeszkadzało mu w wyrażaniu myśli i czegokolwiek innego.
 Po zakończeniu imprezy poszliśmy na pizzę i była to chyba największa i jedna z najlepszych pizz jakie udało mi się zjeść:) Mimo, iż Śledziu nie do końca wierzył, że mi się to uda. 45 cm średnicy pysznego ciasta to był nie lada wyczyn, ale warto było. Afterparty miało miejsce, tak jak i rok temu w "Węgliszku", sympatycznej knajpce na StarymRynku i tak jak rok temu zmonopolizowaliśmy w pewnym momencie lokal. Wieczór upłynął ( adekwatne słowo), przynajmniej dla mnie pod znakiem whisky, a także tradycyjnie już na rysunkach dla TeO i Ystada ( czarny kot i miecz). Oprócz tego przyozdobiłem okładkę Komiksowego Przewodnika po Warszawie w Syrenkę i z perspektywy czasu mam nadzieję, że wyszła dobrze, bo nie za bardzo pamiętam:)
 Podczas imprezy można było dostać okolicznościową broszurkę z tributami Binio Billa rysowanymi przez kilkunastu autorów, miedzy innymi Śledzia, Andrzeja Janickiego, KRLa , Krisa Różańskiego czy Tomka Zycha. Z przyczyn obiektywnych nie udało mi się podesłać na czas odpowiedniej grafiki organizatorom, ale niebawem ukaże się ona na blogu Binio Billa, a zaraz potem na moim.
Ogólnie rzecz ujmując, impreza sympatyczna, dla odmiany kameralna, mam nadzieję że będzie się rozwijać i jako że jest w miarę blisko postaram się pojawiać na jej kolejnych odsłonach. Niestety, tym razem zdjęć żadnych nie robiłem, ale robili inni i na ich blogi zapraszam. wkrótce.

P.S. Przy tej okazji chciałbym podziękować pani z restauracji przy Juraparku Solec, której awaria terminala do kart i niewątpliwa uprzejmość pozwoliła mi zjeść dobre i bardzo tanie spóźnione śniadanie (nawet nie za połowę ceny). No prawie obiad w sumie. Nie no, to był obiad praktycznie.

piątek, 11 marca 2011

Stolyca

 No i znowu mnie zagnało na warszawskie śmieci, tym razem co prawda w sprawach zupełnie nie zawodowo- komiksowych, ale nic to. Przyjemnie było, nawet mimo dość zróżnicowanej pogody. Nie udało mi się spotkać z nikim z komiksowej braci, ale w zamian za to "machnąłem" dwa rysuneczki dla dziewczyn, które zamieszczam poniżej. Rysuneczki, nie dziewczyny:)

szybki rysuneczek dla kuzynki Hani. Jeśli ktoś kojarzy Mouse Guard to może być to:)

I właśnie ten pierwszy rysunek, może nawet nawiązując bardziej do Mausa Arta Spiegelmana niż do walecznych gryzoni z Mouse Guard ma pewien związek z tym ,co mi chodzi po głowie. Dopiero podczas tej wizyty odwiedziliśmy sławetne Muzeum Powstania Warszawskiego. Przyznam, że zrobiło na mnie niesamowite wrażenie, przede wszystkim organizacją ekspozycji, ale ta interakcja i wystrój bardziej przemawiają do mnie, niż jakkolwiek duży zbiór w innym muzeum. To była prawdziwa tragedia, nie przeczę, ludzi i kraju i wplata się w tak ubóstwianą w naszej Polsce narodową martyrologię. Uważam, że więcej muzeów powinno wyglądać w ten sposób, bardziej przystępnie przedstawiać historię niż tylko za pomocą suchych faktów. Takie fakty nudzą i działanie jest odwrotne od zamierzonego, czyli, by nie pozwolić zapomnieć. Bardzo bym chciał i będę kibicował jeśli kiedykolwiek taka idea się pojawi, aby powstało analogiczne Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Z kilku powodów. Przede wszystkim takie muzeum przyciąga zwiedzających, czyli zarabia na siebie a to chyba jest argument przeważający wszystko inne przy budowie, czy w ogóle podejmowaniu się takiego projektu. Po drugie kolejne miejsce uczące historii a nie tylko ją pokazujące. Po trzecie, i z mojej perspektywy najważniejsze, powstanie Wielkopolskie 1918 roku to jedno z niewielu zwycięskich powstań w historii naszego kraju. Pamiętajmy o ofiarach, o tych którzy zginęli w walce o wolność, niepodległość i co tam jeszcze, ale nie rozpamiętujmy się tylko w tym. Chwalmy się sukcesem i zwycięstwem, zasługują one na rozgłos równie mocno jak męczeństwo i ofiara, a w przypadku Polaków powiedziałbym że nawet bardziej, bo my jako naród chyba nie lubimy sukcesu. Wolimy się biczować, krzyżować i wołać jacy to my biedni a z drugiej strony niczym schizofrenicy oburzamy się i rwiemy szaty, że ktoś nie traktuje nas jako silne państwo czy godnego partnera. Jeśli ktoś ma jakieś obiekcje, niech zada sobie pytanie, z kim w szkole chciałby się trzymać? Z uczniem dobrym, pewnym siebie i wysportowanym, czy z beksą siedzącą na końcu i skarżącym ciągle że ktoś go popchnął? Tak nas widza jak się pokazujemy, a zazwyczaj pokazujemy się tak jak sami siebie postrzegamy. Prosta zasada PR-owska. Nawet zwierzęta to rozumieją- uciekasz w krzaki to nie pociupciasz, a Twoje geny znikną w pomroce dziejów. Twoje poroże, kolorowy ogon czy misternie wybudowane gniazdo czy altanka czynią cię atrakcyjnym. Dbasz o nie- twoje geny będą miały szansę rozejść się po świecie w sposób inny, aniżeli tylko za pomocą dżdżownic wsuwających twoje truchło. Nawet zwierzęta toczące walki o samice, tłukąc się rogami, pilnują żeby ich nie połamać, bo siła siłą, ale z inwalidą żadna łania się prowadzać nie będzie. Może więc czas zacząć promować swoje atuty i swoją wartość, a nie jęczeć nad tym kto co nam kiedy zrobił i udawać przed samym sobą, że to pielęgnowanie honoru i dumy narodowej, mając nadzieję że ktoś się ulituje i poklepie nas po główce. Pamiętajmy, że żebraków na ulicy tez zaczynamy w pewnym momencie zauważać.
Ta wiewiórka to dla koleżanki była, na pamiątkę wizyty w stolicy. Nawiązanie do Pałacu Kultury zwanego onegdaj Penisem Stalina.Cały by się nie zmieścił więc narysowałem tylko żołądź...

  Ależ się rozpisałem.. Tydzień mi to zajęło a na horyzoncie kolejny wyjazd majaczy do Bydgoszczy, a potem kto wie? Może znów do Warszawy?:)

wtorek, 15 lutego 2011

Arctic na Ziniolu

 Poniżej tekst, który ukazał się dzisiaj w dziale " Kibicujemy" magazynu Ziniol:

Od jakiegoś czasu próbuje zrobić coś sensownego z moją serią "Arctic". Szukam wydawcy, wymyślam nowe historie z myślą o albumie i przerysowuję starsze paski. Oczywiście nie wszystkie, bo najzwyczajniej w świecie nie chciało by mi się i szczerze mówiąc nie lubię wracać do tego, co już narysowałem. Wiem, że zawsze tak mam, że każdy mój rysunek wg mnie wymagałby ciągłych poprawek i dopieszczania, ale kiedyś trzeba powiedzieć STOP, WYSTARCZY! A kiedy już się to powie, to nie powinno się do tego wracać, tylko ucząc się na błędach wcześniejszych iść do przodu, robić nowe rzeczy. W tym wypadku jednak wiem, że aby "Arctic" mógł pokazać się na papierze, muszę cofnąć się te 5-6 lat i wydeptać jeszcze raz ścieżkę, którą wtedy szedłem, tym razem w nowych, lepszych butach.

Stare paski rysowane dużo prostszą kreską, czasem w bardzo niewymiarowych kadrach po prostu muszą zostać przerysowane. Zauważyłem te niewymiarowości i przypomniałem sobie w jakich warunkach kiedyś zdarzało mi się przygotowywać nowe paski, zwłaszcza te pierwsze, na potrzeby wrakowego konkursu. Często najpierw był rysunek, a dopiero później pojawiała się ramka kadru - były więc historie, gdzie każdy kadr miał inny rozmiar.

Drugi pasek Arctica z 30.08.2005 roku
Inna sprawa jest też taka, że nie chcę wszystkich pasków przerysowywać, bo nie wszystkie z umieszczonych na mojej stronie znalazłyby się w albumie. Z drugiej strony nie każdy opublikowany w albumie pasek można będzie znaleźć w internecie. Jak już wspomniałem kiedyś, chciałbym, żeby było tak pół na pół i myślę, że to uczciwe. Mam kilka swoich ulubionych historii, które na pewno odświeżę, ale proszę też innych żeby podali mi swoich 15 ulubionych pasków. Ułatwia mi to ich wybór do albumu. Cały czas, jeśli jest ktoś chętny, może przejrzeć na mojej stronie komiks i wysłać mi swoje ulubione numery pasków. Bardzo mi to pomoże.

Do tej pory mam narysowanych ok 25 nieopublikowanych jeszcze pasków i aktualnie zajmuję się częścią starych pasków przerysowując je i obrabiając. Długo się zastanawiałem czy pozostawić komiks w czerni i bieli. Dla własnej ciekawości położyłem jednak kolor na jeden pasek i przyznam, że spodobało mi się. Utrzymane w odcieniach zimnego błękitu historie, wypełniły się dodatkową energią, postanowiłem więc zrobić to samo z pozostałymi. Teraz każdy pasek gotowy do druku jest w takich kolorach. Jeśli mimo wszystko pójdzie druk w szarościach- komiks nie straci aż tyle.

Co prawda prace nie idą tak szybko jakbym sobie tego życzył - przede wszystkim dlatego, że ciągle jestem uwikłany w inne projekty komiksowe z zamiarem takiej czy innej publikacji. Druga przyczyna jest taka, że nie mam jeszcze stuprocentowo chętnego wydawcy, a wiem, że gdybym takiego znalazł prace nad paskami znalazły by się na liście rysowniczych priorytetów:) Prace nad "Arcticiem" zyskały by dla mnie na celowości, a to potrafi zdziałać cuda:)

A tymczasem poniżej koncepcja finalnej postaci paska "Arctica" w porównaniu ze swoją biedniejszą, starszą wersją. Widać różnicę, prawda? Pytanie, czy ktoś chciałby zobaczyć więcej takich pasków z ładnym grzbietem i umieścić je na swojej półeczce z komiksami?
Nowa wersja przygotowana już pod kątem druku i z kolorem!

wtorek, 8 lutego 2011

Chciałbym znowu pojechac do Angouleme...

...pochodzić po tych uliczkach pełnych dowodów na wędrówkę po komiksowej stolicy Europy, gdzie na każdym rogu witają mnie postacie znane i nieznane z komiksowych albumów, spotykać takich jak ja szaleńców tracących życie, czas i pieniądze na hobby godne dzieci i spędzać czas wśród komiksowego ludu. Oglądać i napawać oczy wystawami mistrzów gatunku jednocześnie dźwigając tony zakupionej literatury i zarysowanych arkuszy papieru. Chciałbym znów poobcować z tymi, od których mogę się tyle nauczyć jednocześnie czując się częścią wielkiej komiksowej rodziny sącząc z nimi piwo. Chciałbym znów pojechać do Angouleme, bo już wiele razy chciałem.
Angouleme wciąż pozostaje niejako poza moim zasięgiem, prawie tak jak San Diego ComicCon, na który także chciałbym znowu pojechać:) Zawsze jednak coś staje na przeszkodzie: finanse, czas, brak zorganizowania wyjazdu. W tym roku nie pojechałem również i chyba ogólnie odwiedzę mniej festiwali w tym roku, szkoda, bo to ciekawe doświadczenie. Może za rok... ktoś mnie zabierze? :D
narysowane na szybko.na tablecie. jak widać nawet niebieski szkic został.

czwartek, 27 stycznia 2011

Spotkania komiksowe 3

No i rozwija się nasz Komiksowy Poznań. Nowy rok rozpoczęły Spotkania Komiksowe, z małym poślizgiem, ale nie umarły śmiercią przedwczesną jaką mógł przynieść miesiąc przerwy, Nowy rok i brak nowych informacji na stronie Spotkań. Na szczęście to był tylko przestój chwilowy i po długiej przerwie znów się spotkaliśmy. komiksowo. Prelekcję na temat tworzenia bohatera przeprowadziła Joanna “Pedes” Piechowiak, niepozorna, ale bardzo rzeczowa rysowniczka z Poznania. Temat jak zwykle szeroki, potraktowany fragmentarycznie ze względu na ograniczenia czasowe był bardzo ciekawy, a przykłady opierały się głównie na webkomiksach: Minor Acts Of Heroism, Hanna Is Not A Boy`s Name i Two Rooks. Dwugodzinna przeszło prelekcja ukazała tylko część psychologiczna tworzenia postaci głównej, więc mam nadzieję, że kiedyś odbędzie się kolejna prelekcja na temat designu wizualnego bohaterów, jak i tworzenia bohaterów innych niż pierwszoplanowi. Na pierwszy rzut oka frekwencja była wyższa niż zazwyczaj, co jak najbardziej cieszy i świadczy o coraz szerszym gronie poinformowanych-zainteresowanych, choć nad advertisingiem Spotkań trzeba jeszcze popracować:) Po dwóch godzinach poszliśmy w mniejszym gronie do pobliskiej restauracji meksykańskiej " Czerwone Sombrero" i spędziliśmy miło czas zajadając się burrrrrrito i omawiając przyszłość Spotkań Komiksowych. Następne spotkanie to...niespodzianka:)

środa, 26 stycznia 2011

Cover!


 I oto w końcu dostałem w swoje ręce! Nawet się tego nie spodziewałem, w końcu współpraca z wydawnictwem przy tej okładce ciągnęła się już dobry rok! Normalnie tak długo by to nie trwało, ale okładka miała być uprzejmością dla koleżanki- autorki, a panie korektorki z wydawnictwa znały się zarówno na grafice jak i języku polskim, lepiej od, odpowiednio grafika i absolwentki filologii polskiej, co rusz wzbogacając książkę o kolejne fantastyczne i jakże cenne uwagi. W innej sytuacji wydawnictwo zostało by potraktowane bardziej niż oschle, ale cóż. Pieniądze są na koncie, a książka na półce, więc chyba można być zadowolonym :) Zapraszam do kupowania, mimo iż dystrybucja w tym wypadku leży. Cena coś około trzydziestuparu złotych?

wtorek, 18 stycznia 2011

Cała prawda o roku 2010, czyli Podsumowanie

Ekstrakcja roku 2010
 Trudno by wszystko zmieścić w jednym,małym wpisie na blogu, bo co jak co, ale miniony rok obfitował w Wydarzenia i Osiągnięcia. Gdybym spojrzał wstecz, zobaczyłbym coś, co mógłbym nazwać dobrym rokiem.
 Mimo, iż w pracy skończył się dla mnie pewien etap i powoli zaczyna się kolejny, pełen niewiadomych, chyba nie powinienem narzekać, bo nawet gdyby zostało tak jak było to i tak nie było by tak samo. Bez względu na to jak dziwnie to zdanie brzmi.
Udało mi się odwiedzić więcej różnych imprez komiksowych niż kiedykolwiek w innych latach i bawiłem się na nich naprawdę dobrze poznając różnych ciekawych ludzi. Zazwyczaj byłem jedynie gościem MFK w Łodzi, jako tego największego festiwalu, tym razem jednak zajechałem także do Bydgoszczy na Bydgoską Sobotę z Komiksem, do Gdańska na Bałtycki Festiwal Komiksu, na którym doświadczyłem z kolei czegoś zupełnie nowego a mianowicie, poprowadziłem prelekcję. Dziwne i ciekawe to doświadczenie, sam nie wiem jak się z tym uporałem ani jak mi się to udało. Można było mnie również spotkać na gali wręczenia nagród konkursowych FOR-u, wąsatej premierze Osiedla Swoboda i 6 numeru Kolektyw oraz poznańskich Spotkaniach Komiksowych i częściowo na poznańskiej Ligaturze. W końcu zajechałem również na Comicdom Con w Atenach, co również sprawiło, iż ten rok był taki niezwykły, nie tylko ze względu na perypetie związane z powrotem. To, jak na moje standardy, dużo spotkań i okazji do poznania ludzi ze "środowiska". W 2010 wyjątkowa była też ilość publikacji moich komiksów i nie tylko, do tego spotkanie w radiu i jak wspomniałem prelekcja na BFK. To wszystko sprawiło, że poczułem bardziej namacalnie mój komiksowy rozwój, a to podbudowuje i mobilizuje do dalszej pracy.
 Z moją Muzą również spędziliśmy miły rok, na wyjazdach, imprezach okołokomiksowych i wielu seansach filmowych, a filmów było dużo, chociaż nie wszystkie,o których dużo się mówiło widziałem. Nadal na swoją kolej czeka Kick-Ass, Autor Widmo, Wyspa Tajemnic, Social Network czy kolejna cześć Opowieści z Narnii, czyli jak widać nie byle jakie tytuły, a ja nadal nie mogę się o nich wypowiadać... Z obejrzanych filmów miejsca na podium zajmują:
1. "Jak wytresowac smoka"
2. "Sherlock Holmes"
3. "Iron Man 2"
 Jak widać czysta rozrywka zdominowała mój wybór i zupełnie przypadkowo są to dwa filmy z Robertem Downey Juniorem. "Jak wytresować smoka" stanowił pewne odświeżenie i zyskał moją ogromną sympatię kreacją głównego bohatera. W sensie smoka. Pewnym rozczarowaniem okazał się natomiast "Uczeń Czarnoksięznika" z Nicolasem Cagem. Człowiek Drewno coraz lepiej czuje się w kreacjach fantasy i chyba jego szczęście, że się w końcu gdzieś odnajduje. Nie pomogło to jednak samemu filmowi, który był przewidywalny, naiwny i wybrakowany moim skromnym zdaniem. Miał potencjał fajnego kina fantastycznego, ale wyszło z tego coś o czym zapomina się już po wyjściu z sali projekcyjnej. Podobnie jak polska "Kołysanka" i "Trick", co niestety zaowocowało smutna konstatacją, że polskie kino komediowe, a konkretnie machulskie kino komediowe skończyło się na "Deja Vu" ewentualnie " Kilerze", jeśli zapomni się o grającym tam Pazurze.
 Z komiksów też było w czym wybierać w zeszłym roku i tak jak z filmami, nie wszystko co chciałem kupiłem albo przeczytałem. Nadal jest wiele pozycji czekających na lepsze dla nich czasy, natomiast gdybym miał kupić tylko kilka komiksów, napewno na tej liście znalazły by się takie pozycje:
- Blacksad. Piekło, spokój- Juan Díaz Canales, Juanjo Guarnido,
- Skład główny-Regis Loisel, Jean-Louis Tripp,
- Rozbitkowie czasu- Paul Gillon, Jean-Claude Forest,
- Osiedle Swoboda- Michał Śledziński,
- Thorgal: Bitwa o Asgard-Yves Sente, Grzegorz Rosiński,
- Kriss de Valnor: Nie zapominam o niczym!-Yves Sente, Giulio De Vita,
- W poszukiwaniu Ptaka Czasu: Droga łowcy- Serge Le Tendre, Regis Loisel, Vincent Mallié,
- Dylan Dog: Zamek grozy, Dama w czerni-Tiziano Sclavi, Ernesto Grassani, Montanari,
- Torpedo tom 3-Enrique Sánchez Abulí, Jordi Bernet,
- Dziewczyny- Filx,
- Hector Umbra- Uli Oesterle,
- Historia bez bohatera. Dwadzieścia lat później-  Jean van Hamme, Daniel „Dany” Henrotin,
- Czyściec- Christophe Chabouté.
 W tym zestawieniu nie ma miejsc. Każda z pozycji znalazła się z jakiegoś powodu. " Blacksad" za znakomite rysunki i bycie jedną z moich najbardziej ukochanych serii. Ten komiks zawsze pokazuję, gdy ktoś ma wątpliwości czy komiks to sztuka. "Rozbitkowie czasu" przypominają mi dawne dzieje, gdy komiksy kojarzyły mi się głównie ze Światem Młodych, starą harcerską gazetą, która pozwoliła mi się zapoznać z wieloma sztandarowymi postaciami. Czyli może trochę sentyment, ale jeśli przymknie się oko na pewne niedoróbki związane z wiekiem tej historii, to prezentuje się ona całkiem nieźle. Dwukrotnie pojawił się w tym zestawieniu Loisel i nie bez przyczyny. Uważam go za jednego z najlepszych twórców historii obrazkowych w moim osobistym rankingu wszechczasów, a seria o Ptaku Czasu jest w czołówce najlepszych komiksów tego samego rankingu. "Historia bez bohatera" to pierwszy wydany u nas komiks Dany`ego, którego miałem przyjemność poznać na MFK w 2007 roku, a sam album należy do kanonu europejskiego komiksu. Rozczarowaniem okazał się dla mnie Mawil w " Safari na plaży", ale może to po prostu subiektywna ocena, spowodowana lepszym odbiorem jego autobiograficznych historii. Opowieść z Super Szarakiem do mnie nie trafiła tak jakbym tego chciał, bo cenię sobie prace Markusa. Tym razem album trafił bardziej na półkę, tak samo z resztą jak " W cztery oczy" Saschy Hommera, który odebrałem jako mało przekonywujące rozliczenie się z grzechami i głupotkami młodości. Również moim oczekiwaniom nie sprostała inicjatywa Egmontu związana z wydawaniem komiksów na podstawie gier/filmów. Pierwsze dwa komiksy okazały się stratą pieniędzy i aż boję się trzeciego numeru. Całkowitym przeciwieństwem jest Fantasy Komiks, który na chwilę rozpalił moją nadzieję na regularny tani i przyjemnie rozrywkowy komiks w kioskach i jak na razie wszystkie numery dawały mi to czego oczekiwałem. Końcówka roku natomiast nie napawała optymizmem w sektorze wydawniczym i mam wielką nadzieję, że to tylko chwilowy przestój.
Czego się w 2010 roku nauczyłem? Wiele, mając na względzie egzamin specjalizacyjny, ale i życiowo głupszy tego roku nie zakończyłem. W ciężki sposób dowiedziałem się, że nie powinienem mieszać cygara z whisky i choć nie dowiedziałem się czy w ogóle nie powinienem palić cygara, postanowiłem ekstrapolować wnioski i na ten temat. Przekonałem się także, że każdego głupka nad sobą w hierarchii można obejść jeśli ma się go wystarczająco głęboko w poważaniu i pokazać mu to nie mówiąc nawet jednego słowa. Wiem też, że pieniądze szczęścia nie dają ale dają komiksy i wyjazdy na imprezy komiksowe, co w sumie wychodzi na to samo. Zadziwiającą nauką była obserwacją, że bez dostępu do internetu dzień się wydłuża i można więcej porysować. Podobny efekt  ma znajdująca się niedaleko Muza pod warunkiem, że jest ubrana i czyta. Przy kumulacji tych dwóch zmiennych można zrobić nawet komiks na A3. Efekt uboczny- przekonałem się że jednak nadal wolę rysować na papierze, a dopiero potem kolorować za pomocą tabletu.

środa, 12 stycznia 2011

plebiscyt

Taka jedna krótka informacja po bardzo długim i męczącym poście. Chciałbym abyście wy, odwiedzający, wybrali ze strony http://graphicus.prv.pl  15 najlepszych pasków Arctica. 15 pasków które Wam się najbardziej podobały, a jak już je wybierzecie wyślijcie do mnie ich numery( są w lewym dolnym rogu), możecie wrzucić je w komentarzach pod tym postem, na maila, czy gdziekolwiek uznacie za stosowne i jak najszybciej do mnie trafią. Przyznam, że to dość dla mnie ważne i mam nadzieję, że mi pomożecie. Nie ma niestety za to nagrody, chociaż mogę każdemu ładna dedykację w albumie zrobić:)

Miejsce Pracy Komisiarza

Jeśli dobrze sięgnąć pamięcią, to kiedyś na Motywie Drogi ukazywało się dużo więcej, niż tylko Niedzielne Spotkania, które trochę przywodzą mi na myśl program "Bliżej Świata" ( trzeba jednak sięgnąć pamięcią duuuużo dalej), nadawany swego czasu również w niedzielę i prezentujący wówczas ciekawostki ze świata, ale jako że czasy były inne to nie pozbierane z internetu, a z programów satelitarnych. Motyw Drogi, który faktycznie widział na swojej drodze nie tylko niedziele, ale też np. przygody Kapitana Komiksa ( mój skromny rysunek), a także, co stanowi sedno mojego wywodu, dział Miejsce Pracy Komisiarza. Dział był bardzo ciekawy, z jednej strony dla innych rysowników, którzy mogli podpatrzyć jak się urządzili koledzy po fachu i porównać z tym co mają u siebie w skromnym warsztacie,a z drugiej strony dla czytelników i fanów, którzy mogli pobawić się w małych podglądaczy i popodglądać swoim idolom przez ramię. Z reszta, kto nie lubi? Nie mniej jednak dział obumarł zanim zdążyłem podzielić się swoim "sanktuarium ". Naturalną koleją rzeczy było chyba zrobienie tego na blogu, z jednego prostego względu- uwielbiam to swoje miejsce:) Jest w nim wszystko prawie co potrzebuję, a kiedy rysuję mam wszystko pod ręką. Mam tu ulubione filmy, książki i komiksy, a zazwyczaj mam też swoją Muzę na wyciągnięcie ręki, bo kiedy ja rysuję, ona zazwyczaj czyta :) Książki i komiksy- to najfajniejsza Muza pod słońcem:)
moja Muza:)
 
To moje miejsce pracy w pełnej okazałości,a jednocześnie pierwszy mebel jaki sobie sprawiłem zaraz po łóżku.Tak w zasadzie rodzice mi sprawili i mając koło 15 lat nadal się świetnie sprawuje.To było chyba jedyne takie biurko z możliwością zmiany kąta nachylenia wtedy i wcale nie kosztowało tyle co w IKEI. Jedyne czego mi do kompletu brakuje to podświetlarki, ale to pewnie tylko kwestia czasu zanim jakąś skonstruuje. It`s more fun, niż zakup.

Mimo, iż mieszkam tam już prawie 15 lat nadal cierpię na niedostatek mebli. Przez ten cały czas nie dorobiłem się jeszcze porządnych mebli na książki i komiksy, chociaż powoli to się zmienia. Ten potwór pod kaloryferem to mój poprzedni komputer. Obudowa miała nazwę przypominającą Super-hiper-mega-high-tower i faktycznie była chyba największa na świecie- mieściła w sobie stację dyskietek, dwa DVD na dwa różne regiony, nagrywarkę CD i trzy kieszenie z dyskami. To monstrum długo mi służyło także jako dodatkowy stolik na którym była podkładka pod mysz. Na szczęście dokonało żywota, a jego truchło pozostaje by straszyć geeków.
Po prawej mój ukochany mebel, czyli łóżko, w głębi skrzynia oczywiście z książkami i komiksami a na niej stary telewizor Sony, który niedawno wydałem. Nie chciałem go wyrzucać, bo działał dobrze, ale był mi zbędny więc się kurzył. Czasem tylko oglądałem coś leżąc w łóżku. Rozpussta:) Nad dużym monitorem roślinka, nigdy nie pamiętam jak się nazywa, a często nie pamiętam tez żeby ją podlać. Ona jednak uparcie nie więdnie a co najdziwniejsze, jako jedyna taka roślinka w domu kwitnie co jakiś czas ( a mamy 3-4 takie). Goła pani na skosie to rysunek Dany`ego, którego poznaliśmy na jednym z MFK, bardzo przyjemny gość. Z tej strony widać nieco konstrukcję podkładki do podpinania zdjęć referencyjnych, takie cóś co sam zrobiłem, żeby było mi łatwiej i o dziwo, wyszło całkiem nieźle, polecam.
Kot Borat bardzo rzadko zaglądający do komiksów, jeśli jednak już to robi to najbardziej podoba mu się "Cześć, Michael!".Zanim to jednak nastąpi zawsze dobrze przegląda moje zbiory..przejdzie, obwącha, poleży na nich..
Moja półeczka z filmami. Zdjęcie troszkę starsze bo teraz jest ich więcej i pewnie niedługo druga półeczka się pojawi. Tuż obok szafka ze specjalnymi kolekcjami filmowymi i prawie całą biblioteką Pratchetta, Mikołajka, Tolkiena, a także mój mały Hall of Fame czyli miejsce na moje publikacje. To tylko po to żebym wiedział, że nie stoję w miejscu i chyba nie stoję, ale czasem ta Półka of Fame musi mi o tym przypominać.
Ręcznie robiony regał, świerk europejski, mój najnowszy mebel. Dzięki niemu część komiksów w końcu znalazła swoje miejsce. Dodatkową atrakcją są figurki Batmana (prezent urodzinowy od dziewczyn, przywieziony z Aten), smoka z serii McFarline`a i Smeagola, oraz pseudoakwarele panoramy Pragi ( tej czeskiej) i stare zdjęcia Poznania. Pseudoakwarele to wysokiej jakości wydruki sprzedawane przez ruskich w każdym miejscu Pragi za cenę prawdziwych akwarel. Przestawali ze mną rozmawiać, jak tylko pokazywałem im ślady wydruku, ale i tak kupiłem te na których najmniej było to widać. Na samym dole kartony ze starymi semicami.
 Ściana z przeznaczniem na wspomnienia. Jest plakat, który dostałem przy okazji pierwszego zamówienia komiksów ze Stanów bardzo dawno temu kiedy pierwszy zeszyt Witchblade był najgorętszym komiksem w USA, wyróżnienie za udany debiut na IV MFK, które wtedy jeszcze było Ogólnopolskim Konwentem Twórców Komiksu, które sprawiło że ciągle rysuję, zestaw Lego Star Wars i wielki rysunek od Stana Sakai, królujący nad wszystkim. Jest też gitara na której nie da się grać i skrzynka z rzeczami do wystawienia na Allego. Na gitarze da się grać ale nie da się nastroić i ma krzywy gryf. Czyli nie da się grać. Wisi tam też kilka moich starych rysunków, jeden rysunek od Koko i kominiarka do gokartów z jednego wieczoru kawalerskiego. Chyba muszę znów sobie pojeździć. Jest tam tez oczywiście zdjęcie z moją Muzą:)
Mój pierwszy własnoręcznie zrobiony mebel, szafka na przybory. Błędów na niej nauczonych więcej nie powtórzyłem, a ona służy mi mimo wszystko. To tak zwane miejsce do trzymania wszelkiej maści pierdółek. W szufladach arkusze papieru i narysowane komiksy, akwarelki, Ecoliny i wiele do szczęścia przydatnych przedmiotów, a na szafce pędzelki, shapery, korespondencja,kardynał Jimenez z  Hiszpańskiej Inkwyzycji (kto by się spodziewał?)- prezent od siostry, pojemniczki na mocz które świetnie się sprawdzają jako pojemniczki na wodę do pędzli( nieużywane ma się rozumieć :D ), żeton na bilard i żeton na whisky z pubu  Dubliner z dnia św. Patryka ( 17 marzec!). Do tego ostatnio chyba widziałem tam jakieś zabawki z Jajek z Niespodzianką i kilka niezidentyfikowanych przedmiotów.
Stron komputerowa " pracowni" z tabletem, skanerem i dwoma monitorami. Ten mniejszy jest stary, ale szkoda mi było się go pozbyć, a przydaje się gdy rysuję, bo mam go bliżej biurka i lepiej widzę zdjęcia referencyjne, których nie muszę dzięki temu drukować. Wygodne to a i z komputera może też ktoś inny jeszcze korzystać. Szafkę na komputer też sam zrobiłem- czasem ciężko mi dopasować swoje potrzeby do możliwości rynku, więc olewam rynek i robię to co potrzebuję. Szafka mieści płyty, gry, kasetkę z filmami, słuchawki i pada pod xboxa, którego kupiłem specjalnie do gry Assasins Creed. Pod dużym monitorem koczują różnorodne figurki m.in. Bart Simpson, Gandalf Biały i Wolverine, a także elementy nagłośnienia Logitech 5.1. Kalendarz z Mikołajkiem to zamierzchła historia.
Poglądowe zdjęcie na biurko, dwie półeczki, dwie lampki, kota Garfielda i moja tablice korkową na której jest dokładnie wszystko począwszy od planu dyżurów i różne wizytówki, przez specyfikację zalecanych olejów do silnika do mojego auta na planie wymarzonej wycieczki do Peru i przypowieści o żonie która zniszczyła komputer męża ( ku przestrodze) skończywszy. Na podkładce do podpinania zdjęć referencyjnych zdjęcie tawerny, więc zapewne jest to projekt który jeszcze nie ujrzał światła dziennego. Ale ujrzy:)
Jedna z dwóch własnoręcznie zrobionych półeczek na biurko. Kiedy skończyłem naukę jako taką i uznałem, że biurko będzie mi służyć już tylko wyłącznie do rysowania, ustawiłem je pod kątem na stałe i wtedy nagle zabrakło mi płaskich powierzchni do ustawiania przyborów i papierów. Wszystko mi zjeżdżało, co miało jeden plus, a mianowicie zjeżdżał również kot, dla którego biurko od tego momentu jest jedynym miejscem w domu na które nie wchodzi, nie kładzie się, nie śpi. No i z którego nie zabiera już gumek. Zrobione półeczki są z kolei tak zawalone przedmiotami na codzień, że nawet kocia łapa tam się nie zmieści. Kot przegrał z krzywikami, tuszami, unipinami, gumkami i innymi brushami.
Przyznam, że bardzo uzależniłem się od rysowania w tych właśnie warunkach, które sobie stworzyłem i praca w jakimkolwiek innym miejscu sprawia mi niejaki dyskomfort. Najbardziej mnie przeraża jednak myśl, że kiedyś mógłbym mieszkać w miejscu pozbawionym mojej pracowni i chyba nie dopuszczam do siebie takiej możliwości. Rozmawiałem już o tym z moją Muzą:) Ustaliliśmy,że na pewno nie stanie się to kosztem kuchni i sypialni :D