Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poddasze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poddasze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

20 lat minęło...


Tak tak... W sumie nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy ile to już czasu, ani specjalnie mnie to nie interesowało, jednak każdego kiedyś dopada taki moment podliczeń i na szczęście nie zawsze jest to w nocy gdzie człowiek budzi się z krzykiem.
Dokładnie pamiętam kiedy po raz pierwszy moja komiksowa praca ujrzała świat, a właściwie na odwrót, świat zobaczył ją. Faktem, że brzydkie kaczątko przypominała i to takie rozjechane przez TIR-a, ale fakt stał się faktem. Od tamtego właśnie czasu mogę chyba liczyć moją "karierę" twórcy komiksowego, mimo iż wtedy, na IV Ogólnopolskim Konwencie Twórców Komiksu w Łodzi dopiero byłem na poziomie zero w kwestii technicznej tworzenia komiksów. W trzy dni stworzyłem trzystronnicowy komiks science-fiction i było tam wszystko co historia mieć powinna: zawiązanie przygody, rozwinięcie i szczęśliwe zakończenie, a także wszystko co potrzeba epickiej opowieści: duże kłopoty, lasery i nagie kobiety.Cała opowieść zamknęła się w ok. 80 kadrach i została wykonana w technice przyjaznej czytelnikowi, czyli w ołówku. Tak, wiem, 80 kadrów w ołówku na 3 stronach. Całości nie ominęło również kilka błędów, choćby ortograficznych, ale, hej, to był mój debiut!:)
Gwiezdny Wędrowiec  AD 1993
Od tego czasu rozwinąłem swoje umiejętności, na co patrzę z nieskrywanym zadowoleniem, a co najważniejsze, nadal je rozwijam i wiem niestety jak daleka jeszcze droga przede mną. Moje portfolio wzbogaciło się o kilka publikacji, chociaż nadal nie ma wśród nich tej najważniejszej, pełnego albumu. Dlatego też to dwudziestolecie pracy komiksowej jest w pewnym sensie ważnym momentem dla mnie.
Przede wszystkim rozpocząłem prace nad pełnowymiarowym albumem, wraz z Robertem Sienickim. scenariusz jest aktualnie rozrysowywany na storyboardy, postacie i lokacje są projektowane, a pierwsza strona jest już praktycznie gotowa. Najważniejszy, pierwszy krok został wykonany:)  Jak szybko pójdą następne, to się okaże, ale liczę na Wasze wsparcie:)
Kadr z albumu "Krótkie nogi kłamstwa"

Drugim elementem tego małego świętowania jest wernisaż, do którego namówił mnie Filip Bąk, w ramach i spotkań komiksowych jak i poznańskiego ramienia PSK.
Jeśli się uda, wernisaż odbędzie się w ten piętek, 15 marca w w poznańskiej pracowni artystycznej "Furiosa", przy ulicy 28 czerwca 130, godzina raczej popołudniowa ( szczegóły później). Oczywiście wszystkich bardzo serdecznie zapraszam!:) Będą słone paluszki. Nie będzie Gwiezdnego Wędrowca :D
drugie życie plakatu

Edit: Jest też opcja wernisażu w przyszłą środę, więc Stay Tuned :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Nowy portal

Pomimo wielkiego zastoju w światku naszym komiksowym, śmierci różnych periodyków, serii i ogólnej narastającej biedy w ofercie komiksowych wydawców, istnieje na szczęście grupa osób, która chętnie w komiksie jeszcze niejedno słowo powie. Wychodząc z założenia, że skoro się znamy w Polsce to dobrze by było żeby i za granicą o nas usłyszeli, kilku zapaleńców postanowiło założyć portal przedstawiający i promujący polskich komiksiarzy na Zachodzie. I na Wschodzie. Na Południu i Północy też, a wszystko dzięki postawieniu na najbardziej międzynarodowe i uniwersalne komiksy jakie można stworzyć, czyli komiksy nieme. W połączeniu mocy i chęci Piotra Nowackiego,Bartka Biedrzyckiego, Michała Śledzińskiego i Karola Kalinowskiego powstał portal: POLISH’D SILENCE, w którym i ja mam swoją skromną zakładkę. Stronę polecam każdemu, kto chciałby pokazać obcokrajowcom naszą skromną twórczość i liczę, że idea będzie się rozwijać.

Edit:
Przy okazji możecie polubić facebookową stronkę projektu i dołączyć do 100 innych osób które już ja lubią.

środa, 21 grudnia 2011

przeprowadzka

Tak, wiem, ze dawno tu nic nie było, choć powinno. Wiadomo jednak, że końcówka roku nie rozpieszcza nadmiarem czasu i pieniędzy, więc każdy stara się przez ten okres przemknąć jak najbardziej bezboleśnie. Tak samo i ja, wpadając w niewielki i ciasny kanał pędzę co sił do jego wyjścia, małego światełka na końcu tunelu, gdzie czeka mnie nowy rok i przynajmniej kilka spraw wyprostowanych. Tymczasem kilka spraw się pokomplikowało na mojej stronie internetowej...hm..gdzie ona jest?? No właśnie. Ciekawie się kilka czynników złożyło, że strony nie ma tam gdzie zawsze była. A wszystko zaczęło się od tego, że miałem jednocześnie dwa wykupione hostingi. Postanowiłem więc przenieść stronę prywatną na serwer nowszy i mniej problematyczny, a ze starego zrezygnować. Wszystkie pliki w miarę bezboleśnie zostały przeniesione, ale zanim cokolwiek ruszyło, starszy hosting, z którego miałem zrezygnować i tak skończył się. Strona zniknęła. Pomyślałem sobie, że to żaden problem skoro wszystko jest już i tak przeniesione a strona działała pod aliasem prv.pl, wystarczy tylko zmienić adres pod aliasem i sprawa załatwiona. Ha.Nic bardziej mylnego, a to za uprzejmością serwisu aliasującego. Otóż, po wejściu na moje konto w serwisie, okazało się że aliasu graphicus.prv.pl z którego korzystam nieprzerwanie od ponad 6 lat, nie ma po prostu w moim profilu, a skoro go nie ma to nie mogę zmienić adresu serwera. Co ciekawsze, nie mogłem założyć ponownie aliasu graphicus.prv.pl, bo jest zajęty ( przeze mnie bądź co bądź, right?), ale kiedy dla ułatwienia sprawy postanowiłem po prostu przejąć mój alias, którego nie posiadam ( bo jest taka opcja), system nie pokazał mi, że ktoś próbuje ją przejąć. Oczywiście obsługa prv.pl, jest nieosiągalna, pomoc on-line prowadzi do ślepego linku, a na maile nie odpowiadają, o telefonie nie wspomnę. Szczęśliwie mija już miesiąc dokładnie odkąd moje maile odbijają się głuchym echem. Pewnie ktoś zapyta, po co mi alias, czy nie lepiej szarpnąć się na domenę? Ależ tak, jak najbardziej, ale od 6 lat co najmniej moja strona jest dostępna pod jednym adresem, który był we wszystkich moich profilach, nawet tych zapomnianych, na wizytówkach, cytowana na forach i gdziekolwiek jeszcze i chciałbym mieć chociaż możliwość umieszczenia pod adresem graphicus.prv.pl informacji, że strona jest dostępna gdzie indziej. Domenę chcę kupić, jak najbardziej, ale interesująca mnie jeszcze na mnie czeka. Tymczasem strona musi funkcjonować i być odwiedzana. Jedynym wyjściem okazało się być ustawienia aliasu na nowym serwerze do katalogu, co nie jest zbyt wygodne, ale gwarantuje że będzie raczej niezmienne, nawet gdy wykupię domenę. Od tej pory więc moja strona jest na pewno dostępna pod adresem:
Wszystkich tam zapraszam, a jak się uda to od nowego roku będzie nowa strona w końcu, uaktualniona, z nowymi grafikami i w ogóle full wypas:) Poza księgą, bo strona obsługująca księgi gości już tego nie robi...

piątek, 4 listopada 2011

mobilizacja

Czasem zdarzają się pewne rzeczy, które sprawiają, że człowiek znajduje w sobie taką pewną siłę, która zaczyna go kopać w tyłek aż nie zacznie i nie skończy tego co powinien. W moim przypadku jest akurat kilka takich niedokończonych spraw, ale mało co jest w stanie kopać mnie na tyle skutecznie, żeby je sfinalizować. Tym razem konkretnie mówię o mojej stronie internetowej, która bezwstydnie wisi sobie w cyberprzestrzeni ku mojemu wstydowi i sromocie, ale nie za sprawą samego faktu wiszenia a raczej jej wyglądu. Skupiony bardziej na robieniu komiksów i sprawach zawodowych, nie mam już ani sił ani ochoty wgryzać się w PeHaPy i inne CeeSeSy, a przyznam bez bicia, że bardzo bym chciał żeby ta strona inaczej zaczęła wyglądać. Faktem jest, że okazji mobilizujących pojawiło się ostatnio kilka. Nie dalej jak dzisiaj rano na stronie Na Plasterki pojawił się link do mojej podstrony traktującej o komiksie Suske en Wiske. Toporność tłumaczenia kilku przykładowych  stron mogę tylko usprawiedliwić młodym wiekiem i brakiem doświadczenia w tamtym czasie. Nie zmienia to jednak faktu, że wstyd. Pierwszy kopniak. Już całkiem niedługo, bo 9 listopada we Wrocławskim klubie Puzzle odbędzie się komiksowe spotkanie Komiksofon, którego będę gościem i na którego potrzeby przygotowałem 15 minutowy filmik pokazujący moją twórczość i połowę plakatu, którego próbka poniżej:
  Oczywiście jest też wersja odwrócona, gdzie mój rysunek stoi na głowie, a Tomka Sysło normalnie. Bardzo zgrabnie sklecony plakat. Od razy też dementuję pewne insynuacje, iż narysowana postać to ja. Nie, ja wyglądam inaczej i raczej wiem jak. wiem, moje postacie powinny wychodzić z mojej głowy, ale przyznam ze wstydem, że o tym iż powinienem narysować tu siebie pomyślałem już w połowie tworzenia rysunku. Zonk. Szkoda było już to zmieniać, więc zostało jak było, mam nadzieję że wszyscy wybaczą, zwłaszcza gość który wygląda jak ten narysowany.Zamiast mnie. Niemniej jednak na plakacie znowu pojawił się adres mojej stronki, przymknę oko i usta na to, że jest to adres serwera i to prawdopodobnie takiego z którego przestane już niedługo korzystać. I znowu będą odwiedzać moją stronę ludzi i mówić jaka to ona archaiczna. Drugi kopniak. Co więc zamierzam z tym zrobić? Nie wiem. Chwilowo nie mam pilnych zleceń  i komiksów do zrobienia więc może uda mi się coś sklecić, ale jeśli ktoś byłby chętny do stworzenia silnika strony, css-ów i innych hokus-pokusów to będę bardzo wdzięczny:) Na razie chyba pozmieniam trochę galerię, bo stare graty tam leżą i czuję się jak w piwnicy, no i może stronę główna jakoś przypudruję:)

piątek, 8 kwietnia 2011

Prosto z Kadru

To, co prawda stara wiadomość i nieco zakurzony plik, ale dopiero co odnalazłem go wśród innych plików na moim zabałaganionym komputerze i postanowiłem się podzielić. Prawie rok temu byłem gościem Radia Afera, poznańskiej stacji studenckiej, gdzie mimo wszystko nie można powiedzieć na antenie "dupa" ani tym bardziej innych niecenzuralnych słów. Nie to żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, ale przecież słowo "dupa" może się czasem komuś wymsknąć, prawda? Audycja miała miejsce 15.07.2010 i jak zwykle prowadził ją Filip Bąk. Jest tak trochę o mnie, trochę o komiksach, trochę o innych rzeczach.


Poniżej to samo we flashu:)




wtorek, 15 lutego 2011

Arctic na Ziniolu

 Poniżej tekst, który ukazał się dzisiaj w dziale " Kibicujemy" magazynu Ziniol:

Od jakiegoś czasu próbuje zrobić coś sensownego z moją serią "Arctic". Szukam wydawcy, wymyślam nowe historie z myślą o albumie i przerysowuję starsze paski. Oczywiście nie wszystkie, bo najzwyczajniej w świecie nie chciało by mi się i szczerze mówiąc nie lubię wracać do tego, co już narysowałem. Wiem, że zawsze tak mam, że każdy mój rysunek wg mnie wymagałby ciągłych poprawek i dopieszczania, ale kiedyś trzeba powiedzieć STOP, WYSTARCZY! A kiedy już się to powie, to nie powinno się do tego wracać, tylko ucząc się na błędach wcześniejszych iść do przodu, robić nowe rzeczy. W tym wypadku jednak wiem, że aby "Arctic" mógł pokazać się na papierze, muszę cofnąć się te 5-6 lat i wydeptać jeszcze raz ścieżkę, którą wtedy szedłem, tym razem w nowych, lepszych butach.

Stare paski rysowane dużo prostszą kreską, czasem w bardzo niewymiarowych kadrach po prostu muszą zostać przerysowane. Zauważyłem te niewymiarowości i przypomniałem sobie w jakich warunkach kiedyś zdarzało mi się przygotowywać nowe paski, zwłaszcza te pierwsze, na potrzeby wrakowego konkursu. Często najpierw był rysunek, a dopiero później pojawiała się ramka kadru - były więc historie, gdzie każdy kadr miał inny rozmiar.

Drugi pasek Arctica z 30.08.2005 roku
Inna sprawa jest też taka, że nie chcę wszystkich pasków przerysowywać, bo nie wszystkie z umieszczonych na mojej stronie znalazłyby się w albumie. Z drugiej strony nie każdy opublikowany w albumie pasek można będzie znaleźć w internecie. Jak już wspomniałem kiedyś, chciałbym, żeby było tak pół na pół i myślę, że to uczciwe. Mam kilka swoich ulubionych historii, które na pewno odświeżę, ale proszę też innych żeby podali mi swoich 15 ulubionych pasków. Ułatwia mi to ich wybór do albumu. Cały czas, jeśli jest ktoś chętny, może przejrzeć na mojej stronie komiks i wysłać mi swoje ulubione numery pasków. Bardzo mi to pomoże.

Do tej pory mam narysowanych ok 25 nieopublikowanych jeszcze pasków i aktualnie zajmuję się częścią starych pasków przerysowując je i obrabiając. Długo się zastanawiałem czy pozostawić komiks w czerni i bieli. Dla własnej ciekawości położyłem jednak kolor na jeden pasek i przyznam, że spodobało mi się. Utrzymane w odcieniach zimnego błękitu historie, wypełniły się dodatkową energią, postanowiłem więc zrobić to samo z pozostałymi. Teraz każdy pasek gotowy do druku jest w takich kolorach. Jeśli mimo wszystko pójdzie druk w szarościach- komiks nie straci aż tyle.

Co prawda prace nie idą tak szybko jakbym sobie tego życzył - przede wszystkim dlatego, że ciągle jestem uwikłany w inne projekty komiksowe z zamiarem takiej czy innej publikacji. Druga przyczyna jest taka, że nie mam jeszcze stuprocentowo chętnego wydawcy, a wiem, że gdybym takiego znalazł prace nad paskami znalazły by się na liście rysowniczych priorytetów:) Prace nad "Arcticiem" zyskały by dla mnie na celowości, a to potrafi zdziałać cuda:)

A tymczasem poniżej koncepcja finalnej postaci paska "Arctica" w porównaniu ze swoją biedniejszą, starszą wersją. Widać różnicę, prawda? Pytanie, czy ktoś chciałby zobaczyć więcej takich pasków z ładnym grzbietem i umieścić je na swojej półeczce z komiksami?
Nowa wersja przygotowana już pod kątem druku i z kolorem!

środa, 26 stycznia 2011

Cover!


 I oto w końcu dostałem w swoje ręce! Nawet się tego nie spodziewałem, w końcu współpraca z wydawnictwem przy tej okładce ciągnęła się już dobry rok! Normalnie tak długo by to nie trwało, ale okładka miała być uprzejmością dla koleżanki- autorki, a panie korektorki z wydawnictwa znały się zarówno na grafice jak i języku polskim, lepiej od, odpowiednio grafika i absolwentki filologii polskiej, co rusz wzbogacając książkę o kolejne fantastyczne i jakże cenne uwagi. W innej sytuacji wydawnictwo zostało by potraktowane bardziej niż oschle, ale cóż. Pieniądze są na koncie, a książka na półce, więc chyba można być zadowolonym :) Zapraszam do kupowania, mimo iż dystrybucja w tym wypadku leży. Cena coś około trzydziestuparu złotych?

wtorek, 18 stycznia 2011

Cała prawda o roku 2010, czyli Podsumowanie

Ekstrakcja roku 2010
 Trudno by wszystko zmieścić w jednym,małym wpisie na blogu, bo co jak co, ale miniony rok obfitował w Wydarzenia i Osiągnięcia. Gdybym spojrzał wstecz, zobaczyłbym coś, co mógłbym nazwać dobrym rokiem.
 Mimo, iż w pracy skończył się dla mnie pewien etap i powoli zaczyna się kolejny, pełen niewiadomych, chyba nie powinienem narzekać, bo nawet gdyby zostało tak jak było to i tak nie było by tak samo. Bez względu na to jak dziwnie to zdanie brzmi.
Udało mi się odwiedzić więcej różnych imprez komiksowych niż kiedykolwiek w innych latach i bawiłem się na nich naprawdę dobrze poznając różnych ciekawych ludzi. Zazwyczaj byłem jedynie gościem MFK w Łodzi, jako tego największego festiwalu, tym razem jednak zajechałem także do Bydgoszczy na Bydgoską Sobotę z Komiksem, do Gdańska na Bałtycki Festiwal Komiksu, na którym doświadczyłem z kolei czegoś zupełnie nowego a mianowicie, poprowadziłem prelekcję. Dziwne i ciekawe to doświadczenie, sam nie wiem jak się z tym uporałem ani jak mi się to udało. Można było mnie również spotkać na gali wręczenia nagród konkursowych FOR-u, wąsatej premierze Osiedla Swoboda i 6 numeru Kolektyw oraz poznańskich Spotkaniach Komiksowych i częściowo na poznańskiej Ligaturze. W końcu zajechałem również na Comicdom Con w Atenach, co również sprawiło, iż ten rok był taki niezwykły, nie tylko ze względu na perypetie związane z powrotem. To, jak na moje standardy, dużo spotkań i okazji do poznania ludzi ze "środowiska". W 2010 wyjątkowa była też ilość publikacji moich komiksów i nie tylko, do tego spotkanie w radiu i jak wspomniałem prelekcja na BFK. To wszystko sprawiło, że poczułem bardziej namacalnie mój komiksowy rozwój, a to podbudowuje i mobilizuje do dalszej pracy.
 Z moją Muzą również spędziliśmy miły rok, na wyjazdach, imprezach okołokomiksowych i wielu seansach filmowych, a filmów było dużo, chociaż nie wszystkie,o których dużo się mówiło widziałem. Nadal na swoją kolej czeka Kick-Ass, Autor Widmo, Wyspa Tajemnic, Social Network czy kolejna cześć Opowieści z Narnii, czyli jak widać nie byle jakie tytuły, a ja nadal nie mogę się o nich wypowiadać... Z obejrzanych filmów miejsca na podium zajmują:
1. "Jak wytresowac smoka"
2. "Sherlock Holmes"
3. "Iron Man 2"
 Jak widać czysta rozrywka zdominowała mój wybór i zupełnie przypadkowo są to dwa filmy z Robertem Downey Juniorem. "Jak wytresować smoka" stanowił pewne odświeżenie i zyskał moją ogromną sympatię kreacją głównego bohatera. W sensie smoka. Pewnym rozczarowaniem okazał się natomiast "Uczeń Czarnoksięznika" z Nicolasem Cagem. Człowiek Drewno coraz lepiej czuje się w kreacjach fantasy i chyba jego szczęście, że się w końcu gdzieś odnajduje. Nie pomogło to jednak samemu filmowi, który był przewidywalny, naiwny i wybrakowany moim skromnym zdaniem. Miał potencjał fajnego kina fantastycznego, ale wyszło z tego coś o czym zapomina się już po wyjściu z sali projekcyjnej. Podobnie jak polska "Kołysanka" i "Trick", co niestety zaowocowało smutna konstatacją, że polskie kino komediowe, a konkretnie machulskie kino komediowe skończyło się na "Deja Vu" ewentualnie " Kilerze", jeśli zapomni się o grającym tam Pazurze.
 Z komiksów też było w czym wybierać w zeszłym roku i tak jak z filmami, nie wszystko co chciałem kupiłem albo przeczytałem. Nadal jest wiele pozycji czekających na lepsze dla nich czasy, natomiast gdybym miał kupić tylko kilka komiksów, napewno na tej liście znalazły by się takie pozycje:
- Blacksad. Piekło, spokój- Juan Díaz Canales, Juanjo Guarnido,
- Skład główny-Regis Loisel, Jean-Louis Tripp,
- Rozbitkowie czasu- Paul Gillon, Jean-Claude Forest,
- Osiedle Swoboda- Michał Śledziński,
- Thorgal: Bitwa o Asgard-Yves Sente, Grzegorz Rosiński,
- Kriss de Valnor: Nie zapominam o niczym!-Yves Sente, Giulio De Vita,
- W poszukiwaniu Ptaka Czasu: Droga łowcy- Serge Le Tendre, Regis Loisel, Vincent Mallié,
- Dylan Dog: Zamek grozy, Dama w czerni-Tiziano Sclavi, Ernesto Grassani, Montanari,
- Torpedo tom 3-Enrique Sánchez Abulí, Jordi Bernet,
- Dziewczyny- Filx,
- Hector Umbra- Uli Oesterle,
- Historia bez bohatera. Dwadzieścia lat później-  Jean van Hamme, Daniel „Dany” Henrotin,
- Czyściec- Christophe Chabouté.
 W tym zestawieniu nie ma miejsc. Każda z pozycji znalazła się z jakiegoś powodu. " Blacksad" za znakomite rysunki i bycie jedną z moich najbardziej ukochanych serii. Ten komiks zawsze pokazuję, gdy ktoś ma wątpliwości czy komiks to sztuka. "Rozbitkowie czasu" przypominają mi dawne dzieje, gdy komiksy kojarzyły mi się głównie ze Światem Młodych, starą harcerską gazetą, która pozwoliła mi się zapoznać z wieloma sztandarowymi postaciami. Czyli może trochę sentyment, ale jeśli przymknie się oko na pewne niedoróbki związane z wiekiem tej historii, to prezentuje się ona całkiem nieźle. Dwukrotnie pojawił się w tym zestawieniu Loisel i nie bez przyczyny. Uważam go za jednego z najlepszych twórców historii obrazkowych w moim osobistym rankingu wszechczasów, a seria o Ptaku Czasu jest w czołówce najlepszych komiksów tego samego rankingu. "Historia bez bohatera" to pierwszy wydany u nas komiks Dany`ego, którego miałem przyjemność poznać na MFK w 2007 roku, a sam album należy do kanonu europejskiego komiksu. Rozczarowaniem okazał się dla mnie Mawil w " Safari na plaży", ale może to po prostu subiektywna ocena, spowodowana lepszym odbiorem jego autobiograficznych historii. Opowieść z Super Szarakiem do mnie nie trafiła tak jakbym tego chciał, bo cenię sobie prace Markusa. Tym razem album trafił bardziej na półkę, tak samo z resztą jak " W cztery oczy" Saschy Hommera, który odebrałem jako mało przekonywujące rozliczenie się z grzechami i głupotkami młodości. Również moim oczekiwaniom nie sprostała inicjatywa Egmontu związana z wydawaniem komiksów na podstawie gier/filmów. Pierwsze dwa komiksy okazały się stratą pieniędzy i aż boję się trzeciego numeru. Całkowitym przeciwieństwem jest Fantasy Komiks, który na chwilę rozpalił moją nadzieję na regularny tani i przyjemnie rozrywkowy komiks w kioskach i jak na razie wszystkie numery dawały mi to czego oczekiwałem. Końcówka roku natomiast nie napawała optymizmem w sektorze wydawniczym i mam wielką nadzieję, że to tylko chwilowy przestój.
Czego się w 2010 roku nauczyłem? Wiele, mając na względzie egzamin specjalizacyjny, ale i życiowo głupszy tego roku nie zakończyłem. W ciężki sposób dowiedziałem się, że nie powinienem mieszać cygara z whisky i choć nie dowiedziałem się czy w ogóle nie powinienem palić cygara, postanowiłem ekstrapolować wnioski i na ten temat. Przekonałem się także, że każdego głupka nad sobą w hierarchii można obejść jeśli ma się go wystarczająco głęboko w poważaniu i pokazać mu to nie mówiąc nawet jednego słowa. Wiem też, że pieniądze szczęścia nie dają ale dają komiksy i wyjazdy na imprezy komiksowe, co w sumie wychodzi na to samo. Zadziwiającą nauką była obserwacją, że bez dostępu do internetu dzień się wydłuża i można więcej porysować. Podobny efekt  ma znajdująca się niedaleko Muza pod warunkiem, że jest ubrana i czyta. Przy kumulacji tych dwóch zmiennych można zrobić nawet komiks na A3. Efekt uboczny- przekonałem się że jednak nadal wolę rysować na papierze, a dopiero potem kolorować za pomocą tabletu.

środa, 12 stycznia 2011

Miejsce Pracy Komisiarza

Jeśli dobrze sięgnąć pamięcią, to kiedyś na Motywie Drogi ukazywało się dużo więcej, niż tylko Niedzielne Spotkania, które trochę przywodzą mi na myśl program "Bliżej Świata" ( trzeba jednak sięgnąć pamięcią duuuużo dalej), nadawany swego czasu również w niedzielę i prezentujący wówczas ciekawostki ze świata, ale jako że czasy były inne to nie pozbierane z internetu, a z programów satelitarnych. Motyw Drogi, który faktycznie widział na swojej drodze nie tylko niedziele, ale też np. przygody Kapitana Komiksa ( mój skromny rysunek), a także, co stanowi sedno mojego wywodu, dział Miejsce Pracy Komisiarza. Dział był bardzo ciekawy, z jednej strony dla innych rysowników, którzy mogli podpatrzyć jak się urządzili koledzy po fachu i porównać z tym co mają u siebie w skromnym warsztacie,a z drugiej strony dla czytelników i fanów, którzy mogli pobawić się w małych podglądaczy i popodglądać swoim idolom przez ramię. Z reszta, kto nie lubi? Nie mniej jednak dział obumarł zanim zdążyłem podzielić się swoim "sanktuarium ". Naturalną koleją rzeczy było chyba zrobienie tego na blogu, z jednego prostego względu- uwielbiam to swoje miejsce:) Jest w nim wszystko prawie co potrzebuję, a kiedy rysuję mam wszystko pod ręką. Mam tu ulubione filmy, książki i komiksy, a zazwyczaj mam też swoją Muzę na wyciągnięcie ręki, bo kiedy ja rysuję, ona zazwyczaj czyta :) Książki i komiksy- to najfajniejsza Muza pod słońcem:)
moja Muza:)
 
To moje miejsce pracy w pełnej okazałości,a jednocześnie pierwszy mebel jaki sobie sprawiłem zaraz po łóżku.Tak w zasadzie rodzice mi sprawili i mając koło 15 lat nadal się świetnie sprawuje.To było chyba jedyne takie biurko z możliwością zmiany kąta nachylenia wtedy i wcale nie kosztowało tyle co w IKEI. Jedyne czego mi do kompletu brakuje to podświetlarki, ale to pewnie tylko kwestia czasu zanim jakąś skonstruuje. It`s more fun, niż zakup.

Mimo, iż mieszkam tam już prawie 15 lat nadal cierpię na niedostatek mebli. Przez ten cały czas nie dorobiłem się jeszcze porządnych mebli na książki i komiksy, chociaż powoli to się zmienia. Ten potwór pod kaloryferem to mój poprzedni komputer. Obudowa miała nazwę przypominającą Super-hiper-mega-high-tower i faktycznie była chyba największa na świecie- mieściła w sobie stację dyskietek, dwa DVD na dwa różne regiony, nagrywarkę CD i trzy kieszenie z dyskami. To monstrum długo mi służyło także jako dodatkowy stolik na którym była podkładka pod mysz. Na szczęście dokonało żywota, a jego truchło pozostaje by straszyć geeków.
Po prawej mój ukochany mebel, czyli łóżko, w głębi skrzynia oczywiście z książkami i komiksami a na niej stary telewizor Sony, który niedawno wydałem. Nie chciałem go wyrzucać, bo działał dobrze, ale był mi zbędny więc się kurzył. Czasem tylko oglądałem coś leżąc w łóżku. Rozpussta:) Nad dużym monitorem roślinka, nigdy nie pamiętam jak się nazywa, a często nie pamiętam tez żeby ją podlać. Ona jednak uparcie nie więdnie a co najdziwniejsze, jako jedyna taka roślinka w domu kwitnie co jakiś czas ( a mamy 3-4 takie). Goła pani na skosie to rysunek Dany`ego, którego poznaliśmy na jednym z MFK, bardzo przyjemny gość. Z tej strony widać nieco konstrukcję podkładki do podpinania zdjęć referencyjnych, takie cóś co sam zrobiłem, żeby było mi łatwiej i o dziwo, wyszło całkiem nieźle, polecam.
Kot Borat bardzo rzadko zaglądający do komiksów, jeśli jednak już to robi to najbardziej podoba mu się "Cześć, Michael!".Zanim to jednak nastąpi zawsze dobrze przegląda moje zbiory..przejdzie, obwącha, poleży na nich..
Moja półeczka z filmami. Zdjęcie troszkę starsze bo teraz jest ich więcej i pewnie niedługo druga półeczka się pojawi. Tuż obok szafka ze specjalnymi kolekcjami filmowymi i prawie całą biblioteką Pratchetta, Mikołajka, Tolkiena, a także mój mały Hall of Fame czyli miejsce na moje publikacje. To tylko po to żebym wiedział, że nie stoję w miejscu i chyba nie stoję, ale czasem ta Półka of Fame musi mi o tym przypominać.
Ręcznie robiony regał, świerk europejski, mój najnowszy mebel. Dzięki niemu część komiksów w końcu znalazła swoje miejsce. Dodatkową atrakcją są figurki Batmana (prezent urodzinowy od dziewczyn, przywieziony z Aten), smoka z serii McFarline`a i Smeagola, oraz pseudoakwarele panoramy Pragi ( tej czeskiej) i stare zdjęcia Poznania. Pseudoakwarele to wysokiej jakości wydruki sprzedawane przez ruskich w każdym miejscu Pragi za cenę prawdziwych akwarel. Przestawali ze mną rozmawiać, jak tylko pokazywałem im ślady wydruku, ale i tak kupiłem te na których najmniej było to widać. Na samym dole kartony ze starymi semicami.
 Ściana z przeznaczniem na wspomnienia. Jest plakat, który dostałem przy okazji pierwszego zamówienia komiksów ze Stanów bardzo dawno temu kiedy pierwszy zeszyt Witchblade był najgorętszym komiksem w USA, wyróżnienie za udany debiut na IV MFK, które wtedy jeszcze było Ogólnopolskim Konwentem Twórców Komiksu, które sprawiło że ciągle rysuję, zestaw Lego Star Wars i wielki rysunek od Stana Sakai, królujący nad wszystkim. Jest też gitara na której nie da się grać i skrzynka z rzeczami do wystawienia na Allego. Na gitarze da się grać ale nie da się nastroić i ma krzywy gryf. Czyli nie da się grać. Wisi tam też kilka moich starych rysunków, jeden rysunek od Koko i kominiarka do gokartów z jednego wieczoru kawalerskiego. Chyba muszę znów sobie pojeździć. Jest tam tez oczywiście zdjęcie z moją Muzą:)
Mój pierwszy własnoręcznie zrobiony mebel, szafka na przybory. Błędów na niej nauczonych więcej nie powtórzyłem, a ona służy mi mimo wszystko. To tak zwane miejsce do trzymania wszelkiej maści pierdółek. W szufladach arkusze papieru i narysowane komiksy, akwarelki, Ecoliny i wiele do szczęścia przydatnych przedmiotów, a na szafce pędzelki, shapery, korespondencja,kardynał Jimenez z  Hiszpańskiej Inkwyzycji (kto by się spodziewał?)- prezent od siostry, pojemniczki na mocz które świetnie się sprawdzają jako pojemniczki na wodę do pędzli( nieużywane ma się rozumieć :D ), żeton na bilard i żeton na whisky z pubu  Dubliner z dnia św. Patryka ( 17 marzec!). Do tego ostatnio chyba widziałem tam jakieś zabawki z Jajek z Niespodzianką i kilka niezidentyfikowanych przedmiotów.
Stron komputerowa " pracowni" z tabletem, skanerem i dwoma monitorami. Ten mniejszy jest stary, ale szkoda mi było się go pozbyć, a przydaje się gdy rysuję, bo mam go bliżej biurka i lepiej widzę zdjęcia referencyjne, których nie muszę dzięki temu drukować. Wygodne to a i z komputera może też ktoś inny jeszcze korzystać. Szafkę na komputer też sam zrobiłem- czasem ciężko mi dopasować swoje potrzeby do możliwości rynku, więc olewam rynek i robię to co potrzebuję. Szafka mieści płyty, gry, kasetkę z filmami, słuchawki i pada pod xboxa, którego kupiłem specjalnie do gry Assasins Creed. Pod dużym monitorem koczują różnorodne figurki m.in. Bart Simpson, Gandalf Biały i Wolverine, a także elementy nagłośnienia Logitech 5.1. Kalendarz z Mikołajkiem to zamierzchła historia.
Poglądowe zdjęcie na biurko, dwie półeczki, dwie lampki, kota Garfielda i moja tablice korkową na której jest dokładnie wszystko począwszy od planu dyżurów i różne wizytówki, przez specyfikację zalecanych olejów do silnika do mojego auta na planie wymarzonej wycieczki do Peru i przypowieści o żonie która zniszczyła komputer męża ( ku przestrodze) skończywszy. Na podkładce do podpinania zdjęć referencyjnych zdjęcie tawerny, więc zapewne jest to projekt który jeszcze nie ujrzał światła dziennego. Ale ujrzy:)
Jedna z dwóch własnoręcznie zrobionych półeczek na biurko. Kiedy skończyłem naukę jako taką i uznałem, że biurko będzie mi służyć już tylko wyłącznie do rysowania, ustawiłem je pod kątem na stałe i wtedy nagle zabrakło mi płaskich powierzchni do ustawiania przyborów i papierów. Wszystko mi zjeżdżało, co miało jeden plus, a mianowicie zjeżdżał również kot, dla którego biurko od tego momentu jest jedynym miejscem w domu na które nie wchodzi, nie kładzie się, nie śpi. No i z którego nie zabiera już gumek. Zrobione półeczki są z kolei tak zawalone przedmiotami na codzień, że nawet kocia łapa tam się nie zmieści. Kot przegrał z krzywikami, tuszami, unipinami, gumkami i innymi brushami.
Przyznam, że bardzo uzależniłem się od rysowania w tych właśnie warunkach, które sobie stworzyłem i praca w jakimkolwiek innym miejscu sprawia mi niejaki dyskomfort. Najbardziej mnie przeraża jednak myśl, że kiedyś mógłbym mieszkać w miejscu pozbawionym mojej pracowni i chyba nie dopuszczam do siebie takiej możliwości. Rozmawiałem już o tym z moją Muzą:) Ustaliliśmy,że na pewno nie stanie się to kosztem kuchni i sypialni :D

wtorek, 21 grudnia 2010

Drugie miejsce to też miejsce

Cóż..nie udało się wygrać konkursu " Z życia naukowca", co prawda zakwalifikowałem się do finałowej dziesiątki co, na 132 prace jest wynikiem całkiem niezłym, ale stanu mojego konta to nie zmieniło:) 24 tys złociszy przeszło koło nosa na konto twórczyni znanej, zdaje się z Przekroju. Jakoś zwycięski pasek nie przekonał mnie, szczególnie kolorystyka, która jest zbyt smutna jak na pasek humorystyczny. Mimo wszystko mile połechtane ego podbudowuje nieco moje poczucie wartości jako twórcy i z pewną niewielką satysfakcją pozwala podzielić się ze światem konkursowym paskiem:
 Do tego, paska jako dalsza część przygód, należy też 11 scenariuszy, które może kiedyś tam zamienią się w paski komiksowe...

środa, 15 grudnia 2010

Cała prawda o.. cześć 1



Gdzieś na Niedostępnej Górze w Straszliwym Zamczysku otoczonym fosą z krokodylami przy wrotach bez podjazdu dla inwalidów, w mroku nocy i wśród szaleńczo złowrogich wybuchów śmiechu trwała ważna organizacyjna narada. Z pączkami.
- Ależ panie prezesie, przecież mamy budżet! To do czegoś zobowiązuje!
- Panie Staszku niech pan nie dramatyzuje..
- Panie prezesie, będzie kontrola...i co wtedy powiemy?
- Eh, pan to potrafi człowiekowi życie zatruć..kontrole, pieniądze, przetargi, wie pan ile miałbym spokoju gdyby nie pan? Może lepiej pana zwolnię?
- Panie prezesie już to przerabialiśmy...
- Tak, tak. "za dużo mamy wspólnego"..pamietam, wie pan ze ja tak tylko żartowałem..
- Wiem panie prezesie. To co robimy?
- Mam tutaj dobry koniaczek, od tych co tablice z nazwami ulic robią. Ta buteleczka jest chyba od kiedy chcieli, żeby znowu kilka ulic przemianować. Wie pan, że musiałem jedną ulice na trzy części podzielić, żeby okrągła suma wyszła?
- Wiem...ale ja nie o tym chciałem przecież.
- No tak, jasne, że pan wie... Musimy to teraz robić? Przecież święta idą.
- No właśnie, rok się kończy, trzeba coś w końcu z tymi pieniędzmi zrobić, bo znowu nam obetną budżet.
- Popatrz pan, już rok... jak ten czas pędzi, a dopiero co łataliśmy dziury w centrum. Może znowu załatamy? Powinny już być przy tym materiale co użyliśmy...
- Pańska przezorność jest niezastąpiona!
- Dlatego ja tu jestem prezesem.
- Fakt, ale całego budżetu nie damy rady wrzucić do tych kilku dziur, trzeba dać coś jeszcze.
- To poszukajcie jakieś dziury, do licha, czy ja mam wszystko za was robić?
- Oczywiście, może pan na nas liczyć. Możemy jeszcze w kilku miejscach ruch wahadłowy wprowadzić, tam gdzie są największe dziury.
- Nie, tam lepiej dajcie ograniczenie prędkości i tablice ostrzegawcze o dziurach, bo znowu będziemy mieli problemy z ubezpieczycielami... Możecie jeszcze zlikwidować jakąś zatoczkę czy dwie i posadzić tam jakąś zieleń, a przystanek przesunąć trochę dalej np. Dzięki temu autobus nie będzie miał problemu z włączeniem się do ruchu, a samochody będą musiały zwolnić i nie potrąca już żadnej staruszki przechodzącej na pasach przed przystankiem.. czy to wszystko panie Staszku?
- Prawie, jeszcze musimy ustalić plan na najbliższy rok.
- Hm, no tak, to lubię...To może zajmiemy się trasami wyjazdowymi z miasta? To w końcu nasza wizytówka.
- Ale, że co? Szeroko, trzy pasy, autostrada?
- A toś się pan zapędził, nie, nie, sam pan wie ile to wypadków jest, a co nam po trójpasmowej drodze skoro i tak zaraz wąskie gardło w centrum i dupa. Owszem, poszerzymy, zrobimy ładne pobocze i drogę rowerową a środkiem puścimy taki, wie pan, taką wysepkę,ładna kolorową.
- Chyba nie nadążąm panie prezesie...?
- To oczywiste, ale zaraz panu wyjaśnię. To będzie tak zwana Wysepka Bezpieczeństwa. Niech pan zamknie oczy..i wyobrazi sobie ten ciąg samochodów, jeden za drugim, bez żadnych niebezpiecznych manewrów jak, na ten przykład wyprzedzanie.. pan pomyśli o statystykach!
- Dobre...I z prędkością nie będzie problemu..Na razie to się może udać, ale przecież za rok, góra dwa będzie obwodnica...nikt tam nie będzie już się tak bezpiecznie poruszał..
- Oj, pan zupełnie tematy miesza. Obwodnica to takie coś DOOKOŁA miasta, a poza tym: primo- trasy dojazdowe do obwodnicy będą tak samo zrobione, a po secundo panie Staszku, jakie będą obwodnice? no jakie? Płaaaaaatne, prawie pan zgadł. Albo bezpiecznie albo drogo, sam pan widzi, że trzeba myśleć szerzej. wiem, nie jest to oryginalne, pomysł wziąłem z autostrad z bramkami. Pan wie, że jadąc tak monotonnie autostradą można zasnąć? 40% kierowców zasypia na autostradach bez bramek, takie są dane... z pewnością...a tak zawsze jest bramka przy której muszą zwolnić.
- Ja chyba zawsze już będę asystentem..Panie prezesie co w takim razie zrobimy z tym poszerzeniem pod wiaduktem na północy? Przecież zrobiliśmy tam dwa pasy, co prawda to tylko 100 metrów ale zawsze..
- Hm, słuszna uwaga... to droga prosto na autostradę... ALE jeszcze nic straconego, zrobimy tam stację ważenia pojazdów, wie pan tych dużych, tirów. Boże, to strategiczne myślenie mnie wykańcza... ma pan jeszcze coś?
- Byłbym zapomniał, Tadek dzwonił z zapytaniem czy jeszcze gdzieś nie potrzebujemy świateł sygnalizacyjnych, bo za jakiś miesiąc nie będzie miał co robić.
- Nie, raczej nie..chociaż czekaj pan... możemy w sumie dać je przy większych podporządkowanych, sam pan wie jak to jest, ludzie nie pamiętają o tych wszystkich głównych i podporządkowanych, a potem są wypadki...Możemy spróbować pobić nasz mały rekordzik sygnalizacji. Kto prowadzi?
- Pan panie prezesie. Ostatni wynik to 6 na 100 metrach, ale niech pan nie myśli, że nie szukam.
- Jasne, jasne...Pan znajdzie to i ja znajdę. Czy to wszystko?
- Tak, możemy zakończyć na dziś.
- To dobrze bo za 10 minut mam tramwaj.
- No ja za 5, ale przy takiej śnieżycy czasem zastanawiam się nad prawem jazdy, wie pan?
- No już, już, panie Staszku, udam że nie słyszałem, wszyscy bywamy zmęczeni. A właśnie, w poniedziałek niech pan nie zapomni wstać wcześniej, bo trójka zmieni rozkład z powodu remontu mostu. Niech pan weźmie te pączki do domu , żeby nie było że marnujemy pieniądze podatników, a i cukier chyba się panu przyda, jak widzę...



Niniejszy tekst dedykuje Zarządowi Dróg Miejskich w Poznaniu. Pocałujcie wy mnie w moją drogę wyjazdową, bando baranów.

wtorek, 7 grudnia 2010

Yamato

No i wróciłem z Warszawy, w tym roku to moja ostatnia wizyta w tym mieście, a zdarzyło mi się w sumie spędzić w nim około miesiąca. Czułem się już prawie jak w domu tam. Żartuje. Zabawne, że na pierwszą i ostatnia wizytę stolica przygotowała mi drogę przez zaspy, śnieżycę i tyłek odmrażające temperatury. Na szczęście przygotowała tez całą buteleczkę Ballentinesa, co szybko pozwala zapomnieć o niewygodach podróży:) O ile jednak styczniowy przyjazd wiązał się ze sprawami zawodowymi, o tyle teraz powodem była czysta rozrywka. Pokusiłem się o zakup biletów na koncert Yamato, zespołu japońskich bębniarzy. Bardzo ciekawe i sympatyczne przeżycie i mimo, że ktoś jak najbardziej może zapytać cóż ciekawego może być w dwunastu małych japończykach biegających po scenie i walących w bębny. Powiem tylko tyle, że widziałem już drugi raz, a siostra trzeci. Hania pierwszy, ale był to prezent urodzinowy dla siostry, a my tak jakby na dokładkę. Kolejny tez raz przekonałem się, że mali samuraje mają moc. Precyzja i wytrzymałość, a przy tym dźwięki sięgające, aż do trzewi, do tego trochę sympatycznego humoru, na szczęście nie typowo japońskiego dały zapadający w pamięć zgrabny szoł. I podziw, bo grają naprawdę nieźle, nawet jeśli to tylko starojapońskie bębnienie.
A potem tylko Sphinx i do Poznania. Też w śnieżycy.

środa, 1 grudnia 2010

Kolory

Przyznam szczerze, że nie jestem najlepszy w kolorach. Tzn znam podstawowe, nawet kilka orientalnych jak łososiowy i ecru no i wiem na jakim świetle stać a na jakim jechać, nadużyciem jednak sporym byłoby twierdzenie,że czuję swobodę w kolorowaniu komiksów. W tej mierze czuję największa potrzebę nauki i chętnie czerpię z wiedzy i doświadczenia innych twórców, którzy w świecie kolorów poruszają się z większa gracją i wyczuciem, i którzy oczywiście są na tyle uprzejmi i życzliwi, żeby tym doświadczeniem się podzielić. Zwłaszcza ostatnio z największą pomocą przyszli mi Tomek Leśniak i Tomek Piorunowski, którym bardzo dziękuje i liczę na więcej:)
Pierwszym efektem jest między innymi rysunek obok, który jest jednym z kadrów wspominanego wcześniej komiksu dla Bartka Biedrzyckiego. Reszta komiksu z dialogami, oczywiście później:)

poniedziałek, 29 listopada 2010

zima

Taki widok za oknem zastałem niedawno po obudzeniu. Niby się spodziewałem bo koniec listopada, ale to zawsze zaskoczenie, dla drogowców również. Widok fajny za oknem ale kiedy trzeba wyjść albo wyjechać samochodem, to już nie jest tak przyjemnie i przekleństwa czasem się na usta cisną. Zwłaszcza, że poddasze pojemne i ogrzanie go da zadań łatwych nie należy. Aktualnie walczę z wyłączającym się piecem i jestem zmuszony "odwieszać" go jak tylko poczuję że grabieją mi palce i nie mogę już rysować. A właśnie ( tak wiem, że nie zaczyna się zdania od  "A") skończyłem pasek i scenariusze do konkursu CITTRU i zajmuje się krótka historyjką do 8 numeru Kolektywu. Historia nie jest moja tylko Bartka Biedrzyckiego i nie wiadomo do końca czy pojawi się w Kolektywie, ale właśnie kończę ostatnią stronę tuszować. W międzyczasie przyszedł mi do głowy pomysł na inną opowieść do ww magazynu zgodnie z tematem: kontakt. Szkiców jeszcze nie mam, bo pomysł świeży i na razie w zarysie, ale może być ciekawy.
Tymczasem poznańskie środowisko znowu drgnęło i pierwsze spotkania komiksowe za nami. To kolejna inicjatywa poznańskich wielbicieli kolorowych zeszytów i cieszę się że coś się w końcu dzieje w moim rodzinnym mieście, poza Pyrkonem:) Na spotkaniu było całkiem sympatycznie,więcej osób niż się spodziewałem, mniej niż mógłbym chcieć:) Liczę, że inicjatywa będzie się rozwijać i w końcu wylądujemy gdzieś na piwie.
Od jakiegoś roku pracuję nad pewnym komiksem, nie za długim i nie za krótkim, ale w całości gotowym, częściowo naszkicowanym. Nie bardzo wiedziałem jednak co z nim zrobić jak już go narysuję. Wczoraj w nocy olśniło mnie i jeśli uda mi się wzbogacić historię o jakieś 75% objętości, będzie z tego całkiem fajny materiał na album:) Trzymajcie kciuki, przede wszystkim żebym znalazł czas!

środa, 17 listopada 2010

co i jak

Trudno po prawdzie stwierdzić jednoznacznie co mnie zagnało do blogowania. Czy to nagły przypływ wolnego czasu po egzaminie, czy wewnętrzne poczucie winy spowodowane stanem mojej strony internetowej, sam nie wiem? A może jakiś sprytny plan kompleksowo przygotowujący ekspansji w internecie? Któż to wie? Niemniej jednak stawiam bloga i zobaczę co z tego wyniknie.  To takie trochę układanie wirtualnego świata do kupy. Pewien etap życia się skończył, pewien zaczął i trzeba wszystko powoli poukładać:) Oczywiście nie znaczy to, iż porzucam swoją stronę, ale teraz jej funkcja trochę się zmieni, a o kolejnych zmianach oczywiście będę informował na bieżąco. Ponieważ to taki wstęp do blogowania, chętnie się dowiem co myślicie chociażby o wystroju tego miejsca.
Pewnie ktoś zapyta dlaczego akurat poddasze? Najprostsza odpowiedź brzmi, bo ja tam mieszkam. Mój pokój i moje królestwo mieści się właśnie na poddaszu. Tu mam swoje największe skarby, tu rysuję, pisze, słucham muzyki i profanuję ją śpiewając, tutaj też spędzam czas ze swoja Muzą. Proste. A teraz dzielę się częścią tego poddasza z resztą świata.